Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2007

czasem...

Obraz
czasem jest tak, że nie mogę przystanąć... bywa, ze widzę jasny kontur drzwi, proste rozwiązanie i odpowiedź, a coś nie pozwala się zatrzymać... gdy już udaje mi się zatrzymać jasny kontur drzwi ciemnieje i zanika... zostają tylko zawroty głowy i strach...    

nie wiem...

Obraz
rozrywam paznokciami ciszę... a co gdy jutro mnie nie bedzie? czy ja krzyczę? przecież milczę żelaznym milczeniem... a przeciez niewinność... moja niewinność... zgubiła sie? odfrunęła? czy można ją tak po prostu zabrać? czas przysyla mi priorytetem kolejną paczkę cierpienia... płaczę po kątach...