Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2007

za szkłem...

Obraz
Sensu naszego powszedniego daj nam dzisiaj... "..a świat wygląda...jakby był za szkłem.. gdy obojętnie mijają mnie przechodnie próbuję wierzyć że przetrze sie a mgła... że będę   mogła znów naprawdę czegoś dotknąć i cud sie stanie..zniknie tafla szkła!!!"    

wbrew sobie...

Obraz
Znów robię coś wbrew sobie... dla dobra kogoś... dla idei... porzucam być może szansę na skończenie studiów...no bo jak niby mam mieszkając ponad 200kilometrów od uczelni i pracując zdać 5 egzaminów... 3 zaliczenia na ocenę,napisać pracę..zdać ją.... jest inna alternatywa...ale niestosowna dla mojej drugiej połowy..bo to wtedy On by musiał iść do pracy... nie chcę wiecznie rezygnować z siebie. tak bardzo chciałam skończyć te studia... z jednego toksycznego środowiska w drugie... plany na lata w tamtym miejscu... znów będę siedzieć w domu i się bała wyjść... nie dam rady...nie wytrzymam..nie chcę... dlaczego ciągle muszę robić coś czego nie chcę? coś ..co czuję iż nie jest dla mnie dobre... dlaczego muszę porzucać siebie... swoje plany...swoje marzenia... dlaczego? nie chcę wybierać miedzy Waldkiem a szkołą...On dla mnie nie pójdzie tam, gdzie ja chcę... wymaga ode mnie czegoś czego ja do cholery nie chcę!!!!! mam ochotę płakać do utraty tchu. nie chcę... nie chcę... nie chcę...   ...

chciałabym...

Obraz
chciałabym go zmyć... niech go ze mnie ktoś zetrze... zabierze.... ciasno mi we własnym ciele... tonę w brudzie jego dotyku... każda godzina to kamień... każde wspomnienie to pętla na szyi... ściana płaczu... trzymam ją na granicy gardła i warg... "coraz mniej milczenia..coraz mniej milczenia.." powtarzam sobie na zmianę z"jestem bez winy"... proszę, nich dziś to zaklęcie zadziała... jeszcze tylko jeden raz...     

w.f.

Obraz
pamiętam te moje przesiedziane lekcje w.fu na ławce z dziećmi  chorymi. była Monika z wadą serca... i Asia która miała 3 nerki... był Krzysiu z krótszą nogą..i ja...nie wiem nawet jakiż to powód moja rodzicielka wpisała. pamiętam jak jeszcze nie miałam zwolnienia... powiedziałam że nie mam stroju. pani od w.fu wzięła mnie do kantorka...lubiłam to miejsce...pachnące materacami i piłkami do koszykówki..pełnie różnych sprzętów, którymi tak chciałam sie pobawić..skakanek..hula-hopów...szarf... Kazała zdjąć mi koszulkę... nie chciałam...czuła...zdjęłam... pręgi od magnetofonowego kabla były wszędzie... wiedziała... nie postawiła mi dwói za bark stroju...uratowała mnie przed kolejnym laniem... jestem jej wdzięczna do dziś.. czułam się jakbym wygrała los na loterii... "one way ticket..." bilet w jedną stronę... Mam ostatnio jakaś dziwną potrzebę wylewania wspomnień... może mi będzie lżej... nie dla litości wylewam...tak..dla ulgi...    

dziękuję K.

Obraz
napisałam do Ciebie smsa... Absurd to zawieszenie umysłu.A przecież umysł ma obowiązek bezustannie produkować tylko sensy...Sens staje się prawdopodobny poprzez wysiłek z jakim do niego dążę, poprzez aktywność zawsze z trudem przezwyciężającą skłonność do intercji i lenistwa. To co jest trudniejsze-jest prawdziwe. Coś jest prawdziwsze niż nic. zrozumiałam co napisałam dopiero po jakimś czasie. dokładnie się temu przyjrzałam. dziękuje K...że pomagasz rozumieć..zagłębiać się w siebie..., że sprawiasz iż potrafię odnajdywać siebie... wystarczy pomyśleć o Tobie...i zawsze znajdę cząstkę Agi... znajdę i odłożę na swoje miejsce... odnaleziony kawałek puzzla...dopasowany do brakującego pola na stoliku duszy...    

a kiedy będę Twoją żoną...

...umiłowana..poślubioną.... wczoraj po burzliwym poranku..pełnym moim łez...bo jestem jakoś ostatnio zupełnie niespójna... mój mężczyzna mi się oświadczył...to był najpiękniejszy gest jakiego w życiu doświadczyłam... wszystko robimy od końca...więc mamy już datę ślubu a teraz były oświadczyny.... :) klęknął na kolana i powiedział coś naprawdę pięknego... kocham...naprawdę kocham... ..czy to wystarczy?czy wystarczy by być szczęśliwą? czy wystarczy by uczynić Go szczęsliwym?

1001

historia 1000 i jednej nocy... Noc, dawno minęła północ... Tylko w jednym domu rozbrzmiewały odgłosy awantury... Słychać było wyraźne krzyki, mężczyzny ... Rodzina jak każda inna, nie patologiczna, w żadnym raz i e.. przynajmniej nie tak postrzegana z zewnątrz.. Ciszę nocy przerwał brzęk tłuczonego szkła, kolejny i kolejny. I jej coraz cichsze prośby, żeby nie niszczył dorobku małżeństwa... Za ścianą spało 3 dzieci.. Kolejny brzęk tłuczonej szyby połączony z krzykami ojca obudził małą dziewczynkę... strach w oczach dziecka był potwornie wyraźny. Zadrżała, gdy nagle drzwi od pokoju otworzyły się i wpadła matka... - Wstawajcie - krzyknęła. W tym momencie kolejna szyba ze straszliwym rozdzierającym noc brzękiem runęła na podłogę... W kredensie było już ich niewiele. Zakrwawiona ręka rozbiła kolejną szybę, nawet nie spojrzał na wchodzących. Została ostatnia kiedy się zorientował, że nie jest w pokoju sam...  - Idźcie proście go, żeby już nie rozbijał - błaganie, rozpacz w głosie... Lek...

cichosza...

Czasami muszę rozsypać się na najmniejsze kawałeczki, bo to daje mi możliwość ponownego poukładania. ..W nowy wzór... Czasami muszę pęknąć, jak sznur kryształków i potoczyć się w najdalsze szczeliny podłogi, bo to zgina mnie na kolana... W poszukiwaniu... Czasami muszą przepalić się bezpieczniki, . bo to pozwala zapanować ciemności. .. A w niej lepiej słychać... Boga... Siebie... Siebie wołającej do Boga... Usłyszałam siebie nawołującą... Usłyszałam siebie płaczącą... Poczułam ciepły dotyk Jego dłoni... Przejaśnia się...

...

będzie normalnie... złości we mnie wiele..nienawiści..bezradności... zostałam na lodzie bo musiałam uciekać przed nim. bez mieszkania i chwilowych perspektyw. mam nadzieję że te zmiany..cała ta rewolucja wyjdzie mi na dobre..bo juz zupełnie nie mam siły... czasem sobie myślę ze ludzie którzy krzywdzą mają naprawdę łatwiej... "a w mojej głowie wojna..mysli niespokojnych..." krzywdzę siebie..nie potrafię tego kontrolować... nie radzę sobie ze strachem... z tym co we mnie się kotłuje a czego rozpoznać i nazwac nie potrafię... nienawidzę sammookaleczania ale teraz to jedyny sposób żeby przetrwać. przeżyć. boję się... naprawdę... byle do...jutra...