Studzę swoje myśli. znowu szepczę... księżyc zerka i przygląda się z litością na moje uschnięte słowa. Marzę o bilecie lotniczym do Nikąd. Gdzie jest Nikt. i Nic. upadłam ostatnio na łeb,na duszę... posiniaczyłam ją znów. Przez te siniaki rozbudziłam Pamięć. nie lubię dziś.ani nawet wczoraj. nie lubię też przedwczoraj. Jego najbardziej. Przedwczoraj po raz kolejny pokazało mi,że ludzie mnie używają. Nie wszyscy oczywiście,nie uogólniam..ale wielu. do czegoś.po coś. Przedwczoraj mi pokazało,że zapas zaufania,który każdy u mnie ma na starcie szybko znika...że dystans je skraca drastycznie. Przedwczoraj znów poczułam,ze siniaki bycia używaną bolą... jak kiedyś.