Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2008

..cień..

Obraz
..taki ostatnio cień wokół mnie... ..mój czas jest iście zakrzywiony w elipsę...w której każde wydarzenie musi wrócić do własnego początku, zwinąć się w embrion i powtórzyć proces dojrzewania i śmierci... Taki czas linearnie kolisty... bez garbów, jednostajnie przyspieszony, będący miarą dążenia do celu i narastania procentów... Każdy moment jest inny.. i nigdy się nie powtórzy, sprzyja więc ryzyku i braniu pełnymi garściami, korzystaniu z chwili. Gdzieś tam tylko gorzkie odkrycie, że zmiana w czasie jest nieodwracalna, utrata i żałoba stają się czymś codziennym... ...boję się życia...    

..mamo...

Obraz
ja tylko chciałam...byś mnie na nowo urodziła... ..zrobiłaś to już raz, ale nieporządnie.. sama widzisz co ze mnie wyrosło...    

..świeczka...

Obraz
Oby nigdy nie wróciły te wieczory, kiedy patrzyłam, jak w świecy ubywa wosku... ... i zamiast zgasić knot, zanim się całkiem stopi, gasłam razem z nim... ...kiedy zostawał już pusty świecznik i mówił mi po imieniu, sięgałam w tej ciemności po telefon, wybierałem  numer i nagle okazywało się, że nie mam nic do powiedzenia... że wszystko, co przychodzi mi do głowy, jest bardziej banalne niż ja sama... Bałam się, że tak już zostanie.. że nigdy... nic...    

sny...

Obraz
Moje noce tak trudne... w oparach dłoni i oczu zamglonych… moje poranki wilgotna smuga światła przecina… wieczory zaś giną w umysłu mdłych odmętach… Po dniu pełnym trwania... obraz znany i nie do przeżycia znęca się nade mną, ciągnie za włosy, szczypie w oczy i nogę złośliwie podstawia... Tylko„gdzie tu uciekać, gdzie … Koszmar nocny zbyt nachalnie bawi się moimi myślami… .  Widzę, jak wygłodniałe palce dotykają resztek mojego człowieczeństwa... „ciało dotknięte- ciało na złom… nie da się zasnąć widząc to wspomnienie..ciągle i ciągle... Już chyba można dzwonić, biały kaftan będzie jak ulał… Mój mózg  podąża nieodgadnioną dla mnie ścieżką strachu... Czasem, kiedy ogromnie się postaram, mogę wpływać na bieg swoich myśli… ale jest to iście nadludzki wysiłek… Noc.... Czekam czujnie… bardziej nie istnieje…reszta to tylko ciało... Wykładnia bólu w chabrowo-biały dzień…     ...

przestrzeń...

Obraz
Jest gdzieś tam we mnie przestrzeń... poza granicami wszelkiej namacalności... Przestrzeń ta na kolana rzuca mnie za każdym razem gdy z oczyma szeroko otwartymi próbuję do niej dotrzeć... Przestrzeń ta wypełniona jest wielkim buntem… płacz jest w niej powietrzem, złość- ziemią, strach- wodą, niepewność- ogniem... Aby znaleźć ową przestrzeń, na koniec mnie trzeba dojść... aby stanąć na tej ziemi, do przedpiekla trzeba najpierw trafić, by brodzić w tych wodach, w horyzoncie bólu trzeba się zanurzyć, by ogniem me serce ogrzewać, nieboskłon trzeba w dłoni trzymać…