sny...
Moje noce tak trudne...
w oparach dłoni i oczu zamglonych…
moje poranki wilgotna smuga światła przecina…
wieczory zaś giną w umysłu mdłych odmętach…
Po dniu pełnym trwania...
obraz znany i nie do przeżycia znęca się nade mną,
ciągnie za włosy, szczypie w oczy i nogę złośliwie podstawia...
Tylko„gdzie tu uciekać, gdzie …
Koszmar nocny zbyt nachalnie bawi się moimi myślami… .
Widzę, jak wygłodniałe palce dotykają resztek mojego człowieczeństwa...
„ciało dotknięte- ciało na złom…
nie da się zasnąć widząc to wspomnienie..ciągle i ciągle...
Już chyba można dzwonić, biały kaftan będzie jak ulał…
Mój mózg podąża nieodgadnioną dla mnie ścieżką strachu...Czasem, kiedy ogromnie się postaram, mogę wpływać na bieg swoich myśli…
ale jest to iście nadludzki wysiłek…
Noc.... Czekam czujnie… bardziej nie istnieje…reszta to tylko ciało...
Wykładnia bólu w chabrowo-biały dzień…
...i znów wyjdę na spotkanie zmorom, niech do krwi szarpią, niech zjedzą… a ja oczy zamknę na dłużej… to chyba odwagi przejaw…
Komentarze
Prześlij komentarz