Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

niebo-piekło...

Obraz
Wydaje mi się, że żyję... nabieram powietrza w płuca... nic prostszego... Zanadto myślę... nie mogę przestać produkować w głowie "przyszłych rzeczywistosci"... nie mogę przestać wyobrażać sobie... w ogóle nie mogę przestać... ekshibicja absurdalnych murów poczwarkowatego umysłu... bo jak..bo on...on..on..on... cyrograf wspomnień podpisany... Jakże łatwo spreparować sobie własne ograniczenia... Czasem wystarczy trochę za długo patrzeć w niewłaściwy punkt... chcę myśleć o polanach szczęścia które przede mną... tańcach boso w deszczu... i niesfornej biedronce która zaplącze się w moje włosy... Ktoś wie-gdzie się mnie przełącza na tryb"optymizm"?    

...dziś mnie więcej...

Obraz
...świat bowiem jest moim afektem największym... emocją najczulszą... zwłaszcza taki słoneczny... jakby nigdy...nic... przekraczam swoje własne cieśniny spostrzeżeń... za plecami zostawiłam trzęsawisko energiopijcze... jestem dziś dla siebie... nie ratuję świata... nie pomagam innym... otulam moje wnętrze strzaskane... Nie jestem tylko bezimiennym załącznikiem do cudzego bólu... Nie jestem tylko kołem ratunkowym rzucanym nieustannie w czeluści ludzkiego cierpienia... Jestem też Aga.... Mam uczucia...emocje... Równie często jak inni cierpię... Dziś dzień słońca...specjalnie dla mnie:) na niebiesko... o zapachu cynamonu:) koła ratunkowe dla ratowania mnie samej...       

Tristan i Izolda...odcinek 265-tytuł"dworzec"

Obraz
W holu dworca na kartonowym posłaniu śpi Izolda jasnowłosa obok czuwa dumny Tristan w pocerowanym kontuszu zdobytym dzielnie podczas walki z ubraniami w pck Oprócz życia dzielą razem ostatnią bułkę i kubek herbaty podgrzewany ciepłem serca i żeliwnego grzejnika Spotykam ich czasem z wyciągniętymi dłońmi po szalupę jednej złotówki dzięki której będą mogli dopłynąć do brzegu nie czując głodu rzeczywistości...    

zbawienia cudownego-daj mi dzisiaj...

Obraz
Kawa...tak kawa... zbawicielka poranna... kawa, kawa, kawa....taka czarna że aż chyba inteligentna... Osłody mi trzeba na ten przepisywany z dnia na dzień poranek... Jest gdzieś tam przestrzeń... poza granicami wszelkiej namacalności... a w niej rysa wyrwa... Mnie nie da się ocalić... Bo jak...? Nikt nie zabierze ode mnie dreszczu obrzydzenia... Ani brudu jego palców i oddechu nie ściągnie z mojej skóry... Nie odda dziecinnej ufności... Kawa...ratowniczka codzienności...    

ból....

Obraz
Sen...krótki...ale męczący.... Śnią mi się ludzie z powyciąganymi karykaturalnie twarzami... z wyłażącymi oczyma i ze zwisającym do kolan językiem... widzę, jak ich wygłodniałe palce dotykają resztek mojego człowieczeństwa... „ego dotknięte- ego na złom”… nie da się ponownie zasnąć, widząc puste oczodoły, wbijające myśl krzywdzącą dotykiem w moje ciało... Już chyba można dzwonić, biały kaftan będzie jak ulał… w nierównej walce Agi z własnymi demonami kolejny raz przegrywa Aga… system nie do pogodzenia… rozjazd ostry między mózgiem, a dłonią… muszę zająć czymś głowę skorą do tworzenia projektów koszmarnych rzeczywistości… w każdym ciemnym zakamarku widzę jego… na mnie..we mnie... ból...ból...ból... i pustka w mym brudnym wnętrzu...    

myśli i słowa...

Obraz
Mogłabym Ci opowiedzieć o bólu...strachu...żalu i utracie Boga... i o tym że wszystko da się zacząć od nowa.. o ludziach obłudnych do szpiku kości.. i niekochanych dzieciach,które lubią misie... Boże...nigdy więcej mnie nie okłamuj... Nie mów, że będzie lepiej... W szarości koca odnajduję chwilowe bezpieczeństwo... Najpiękniejsze wyznania w ciszy... Na cienkiej niteczce życia, balansuję niczym linoskoczek... Aniele Boży, Stróżu mój... bądź przy mnie gdy zostanę sama... nie chcę popełnić... głupstwa... Chciałabym wysłać swoje myśli na przesłuchanie do specjalisty...      

tak bardzo sie boję...

Obraz
Czuję jak od kostek nóg w górę mego ciała powoli płynie drażniąca mgła... Narasta ból...lęk... jest cicho...nasłuchuję ciszy... Boję się że zgubię się w sobie jeśli nie będę ograniczała emocji rozsądkiem... 11 lutego ostatnia sprawa apelacyjna. wiem,ze mój oprawca zbiera zaświadczenia i chce zmniejszyć wyrok ze względu na stan zdrowia. chce łagodniejszego wyroku i w zawieszeniu. wiem, ze jeśli go wypuszczą...nie będę mogła żyć... Boję się... koszmarnie się boję... Ten strach jest tak wszechmocny,że jedyne co pomaga, to myśl o tym ze zawsze mogę przestać żyć.. myśli o śmierci mnie oblepiają... wypełniają całą moją wewnętrzną przestrzeń... nie ma już miejsca na nic innego... chciałabym po prostu trwać... nie czuć... skretynieć i o niczym nie myśleć... zapomnieć..choć na chwilę...    

Sylwia od Aniołów...

Obraz
...Bo każdy ma swojego Anioła... Znalazłam Człowieka... bezpieczną przystań... Dzięki Tobie nabieram pokory w dłoń... Zginam kolana...zginam kark...zginam umysł... Dzięki Tobie wierzę, ze istnieje cząstka światła uwieziona w każdym człowieku. Próbuje się wydostać na zewnątrz...przebić...uwolnić... Ta próba przebicia się na powierzchnie odzwierciedla się w dobrych słowach...dobrych gestach..uśmiechu...spojrzeniu... Cząstka światła-jest dobrem które dajemy innym... Jest mi smutno..ale spokojnie...życiowo... Dotykam nienamacalnego... czuję... Anioły i śnieg... i ktoś jak drugi brzeg...    

odchodząc zabierz mnie...

Obraz
Tyle marzeń przemieszcza się zgodnie ze wskazówkami zegara... Tyle wspomnień...uczuć... Życie jest... Jakże to ogromne odkrycie, gdy okazuje się, że może się skończyć... Choćby teraz. Zatrzymana akcja serca, pióro wypada z rąk, nie napiszę już żadnego słowa, gdy odechce Mu się być. Jakie to dla mnie nowe-gdy prócz tego, że jestem, odczuwam, że chcę żyć. Boje się, że umrę. Zbyt szybko, gdy nie będę na to gotowa, gdy nie zdążę spełnić marzeń.. Nie chcę umierać, nie teraz,choć często próbuję... igram z życiem..balansuję na linie śmierci... Ze strachu,z bólu,z bezradności... Ale mimo wszystko chcę Żyć,jeść soczyste jabłka, rzucać się śniegiem i tańczyć na trawie... Chcę zobaczyć Kongo i twarzyczki swych wnuków... Chcę wiedzieć jak lata się na paralotni, jak zrobić tort orzechowy i jak to jest, gdy rośnie w tobie Mały Człowiek. Chcę patrzeć na twarze ludzi którym dam coś z siebie... chcę zobaczyć swoją twarz gdy wreszcie bez strachu przyjmę coś odludzi. Dziś śmierci nadałam kształt...i ko...