niebo-piekło...
Wydaje mi się, że żyję... nabieram powietrza w płuca... nic prostszego... Zanadto myślę... nie mogę przestać produkować w głowie "przyszłych rzeczywistosci"... nie mogę przestać wyobrażać sobie... w ogóle nie mogę przestać... ekshibicja absurdalnych murów poczwarkowatego umysłu... bo jak..bo on...on..on..on... cyrograf wspomnień podpisany... Jakże łatwo spreparować sobie własne ograniczenia... Czasem wystarczy trochę za długo patrzeć w niewłaściwy punkt... chcę myśleć o polanach szczęścia które przede mną... tańcach boso w deszczu... i niesfornej biedronce która zaplącze się w moje włosy... Ktoś wie-gdzie się mnie przełącza na tryb"optymizm"?