cud in vitro....
Nadzieja powstała na nowo... Mąż dostał kredyt... Klinika... zastrzyki,leki..punkcja... zaniedbania... i zawód... jak łopatą przez plecy. nie udało się. nie ma "kolejnych szans". nie ma zamrożonych zarodków. kolejnych prób. decyzja-zaadoptujemy zarodek-przecież tyle się krzyczy w TV o milionach zarodków..niszczonych..."wylewanych do ubikacji"... kolejny szok. na adopcje zarodka czeka się od 8 do 14 miesięcy-nie ma niszczonych,"bezpańskich zarodków"... Adopcja zarodka również nie jest bezpłatna- to koszt 4-6tysięcy w zależności od kliniki... zarodki podaje się dwa... pan doktor dziarsko oznajmia..."proszę się nie martwić... za 2 miesiące spróbuje pani jeszcze raz- cena będzie o wiele niższa...bo tylko 6-7tysiecy... badania ma pani ważne pół roku,więc ich koszt(ok 3000zł)odpadnie" -bardzo chętnie - odpowiadam... -tylko jak pan myśli..skąd miałabym wziąć te"jedyne 6-7 tysięcy"? czy pan myśli ze ludzie przychodząc do pana te pieniądze mają?...