bla bla bla...
Niepokojące napięcie. Patrzy na mnie. Szepcze do mnie. Krzyczy... Dziś cała jestem dotykiem. Między łopatkami mam takie miejsce wrażliwe. Pod kolanem pulsuje żyła ciepła. Nadgarstki się łamią nostalgią. Skronie się tulą do włosów... Czuję każdym włóknem neuronów... Refleksja miesza się z uśmiechem... Zamyślenie z kołysaniem. Niczym choroba sieroca emocji. To był ciężki czas, dużo wrażeń i spraw... nawet, jak na taką Agę, jak ja... a przede mną wciąż tak wiele... Jest niedziela, a ja piję kawę... i chlipię sobie z tego wszystkiego. Bo po prostu akumulatory mi się rozładowały. I jest mi smutno... Ostatnio moje przemyślenia niekoniecznie nadają się na bloga.. Takie jakieś są pogubione, chwilami wcale nieładne... więc nie piszę. Szukam w sobie ciszy, siły i odpowiedzi... Na wiele pytań, których nie potrafię sformułować... Sporo ich. Trochę umieram... Od jestem do byłam... Ile jesteś w stanie Aga zapłacić za ulotny cud...?