ucieczkowo
przeciekam przez obolałą duszę... szelest każdego kroku... 500mililitrów fizycznie czystej,pozbawionej toksyn krwi... białe,sterylne ściany... klimatyzacja... 20 minut detoksykacji - brudnych myśli,żalu... krzyku gwałconych marzeń... przedawkowanej wyobraźni.. skamlących dzieci o jałmużnę uczuciową.. własnego-wybacz przeszłości... nadinterpretacji rzeczywistości... niedowartościowanego talentu.. bezradności czynu... Sprzedajność ciała... na minuty... na dotyk.. na chwile.. żywy handel towarem.. legalna prostytucja kawałka własności.. każda kolejna minuta wypluwa lęki... skłonności do masochizmu psychicznego... tuż za nią pośpiesznie wykrwawia się tęsknota... ta zadaje mi ból najwyraźniejszy... nie do strawienia... kawałek ostrej jak brzytwa codzienności- gdzie ja i nikt obok... puste miejsce... niezapełniony kubek do kawy... osłabione serce.. od tylu lat krąży priorytetem na długich odcinkach trasy... ono wstrzymuje oddech... nie wyrywa się do ucieczki... jest wierne... do ból...