wyjeżdzam... jakiś czas mnie nie będzie... jadę walczyć o siebie... o wolność... o zycie... o normalność i oddech... o radość... jadę walczyć o siebie...
ostatnio nie widuję siebie... szczelnie owinięta kocem zmęczenia nie mogę spojrzeć we własne oczy... Przykrył je piasek opuchlizny... Buduję scianę... nie żebym chciała się odgrodzić... raczej pragnę podtrzymać dach... Niech chroni mnie przed deszczem żałosnych myśli i gradem koszmarów...
synku spójrz w łóżeczku serca postawionym leży twoja błękitna kołderka ciepła zobacz na poduszce miłości ktoś wymalował przyjazne misie nie płacz utulę cię w pustych ramionach zgłodniałych matczynych uczuć słuchaj dla ciebie wykleiłam pokój dłońmi w kolorowe motyle chwil synku... przyjdź...