poplątane nitki dni...
Wczoraj słonko piekło zbyt mocno... tak mocno..że wieczorną burzę przyjęłam z ulgą... Owinięta w letnie krople wybrałam się na spacer po ciepłych kałużach... Cisza myśli...przerywana szelestem oddechu... Czasem złoszczę się na siebie za powracanie do wspomnień... wszak przeszłość niewiele ma do zaoferowania teraźniejszości... a jednak w jakiś przedziwny sposób przedzierają się nitki z kiedyś... do tkanego dywanu życia z teraz... smutniej mi wtedy... i zal bardziej... czasem źle... ale może te nitki są jakoś potrzebne do całości...?