Nagle okazuje się, że jeśli ktoś, czegoś o mnie nie wie, to jest to moją winą. Bo nie powiedziałam. Bo okazuje się, że powinnam siąść i streścić swoje życie nad filiżanką herbaty, no bo przecież się znamy. Nawet jeśli nie mam ochoty mówić o sobie. Nawet jeśli ktoś nie zadał sobie trudu, aby wzbudzić we mnie choć trochę zainteresowania,dać poczucie, że tak, jestem ciekaw, jaka jesteś... Nawet jeśli kogoś nie lubię. Mam przygotować listę, swoich 10 top momentów w życiu, ulubionych potraw i piosenek, wypisać filmy, które zmieniły moja życie... Tak o... Bo druga strona chce... Bez zadania sobie jakiekolwiek trudu, w końcu mnie lubi więc się jej należy... I znów uciekam od asymetrycznych relacji.. Od bycia wieczną księgą skarg i zażaleń i receptą na wszystko. Bo skoro w tych oczach jestem danym na zawsze, workiem bez dna, do którego sięga się, kiedy przyjdzie na to ochota i nie daje nic w zamian; gdy oburza się na jakąkolwiek postawioną granicę, to naprawdę z przyjemnością mówię: spieprza...