dystans mierzony sercem.
Nagle okazuje się, że jeśli ktoś, czegoś o mnie nie wie, to jest to moją winą.
Bo nie powiedziałam.
Bo okazuje się, że powinnam siąść i streścić swoje życie nad filiżanką herbaty, no bo przecież się znamy.
Nawet jeśli nie mam ochoty mówić o sobie. Nawet jeśli ktoś nie zadał sobie trudu, aby wzbudzić we mnie choć trochę zainteresowania,dać poczucie, że tak, jestem ciekaw, jaka jesteś...
Nawet jeśli kogoś nie lubię. Mam przygotować listę, swoich 10 top momentów w życiu, ulubionych potraw i piosenek, wypisać filmy, które zmieniły moja życie...
Tak o...
Bo druga strona chce...
Bez zadania sobie jakiekolwiek trudu, w końcu mnie lubi więc się jej należy...
I znów uciekam od asymetrycznych relacji..
Od bycia wieczną księgą skarg i zażaleń i receptą na wszystko.
Bo skoro w tych oczach jestem danym na zawsze, workiem bez dna, do którego sięga się, kiedy przyjdzie na to ochota i nie daje nic w zamian; gdy oburza się na jakąkolwiek postawioną granicę, to naprawdę z przyjemnością mówię: spieprzaj...
I niezależnie od tego, jaka w świecie mogę wydawać się zdystansowana i niezależna, to nie zmienia to faktu, że potrzebuję, aby ktoś we mnie wierzył. Potrzebuję, widzieć, że ktoś coś widzi we mnie. Potrzebuję, by ktoś ode mnie wymagał i stawiał poprzeczkę.
Bo ten, kto mnie stworzył i ja tworząca, przetwarzająca się każdego dnia, każdą przeżytą sytuacją i emocją nie wytworzyliśmy jeszcze tej umiejętności, która pozwoli mi samej wierzyć i widzieć swoje możliwości, wejść poziom wyżej.
Pamiętam, że potrafię. Pamiętam te momenty, kiedy mierzyłam się sama ze światem. Pamiętam, że byłam pewna siebie, nie tylko pewna swoich wad ale też i zalet.
Psychologia mówi, że jeśli czuliśmy kiedyś coś przez 10 sekund, to jesteśmy w stanie to odtworzyć i poczuć raz jeszcze.
Dlatego uciekam od relacji asymetrycznych i wiem, że jestem w stanie poczuć to wszystko jeszcze nie raz.
św
Bo nie powiedziałam.
Bo okazuje się, że powinnam siąść i streścić swoje życie nad filiżanką herbaty, no bo przecież się znamy.
Nawet jeśli nie mam ochoty mówić o sobie. Nawet jeśli ktoś nie zadał sobie trudu, aby wzbudzić we mnie choć trochę zainteresowania,dać poczucie, że tak, jestem ciekaw, jaka jesteś...
Nawet jeśli kogoś nie lubię. Mam przygotować listę, swoich 10 top momentów w życiu, ulubionych potraw i piosenek, wypisać filmy, które zmieniły moja życie...
Tak o...
Bo druga strona chce...
Bez zadania sobie jakiekolwiek trudu, w końcu mnie lubi więc się jej należy...
I znów uciekam od asymetrycznych relacji..
Od bycia wieczną księgą skarg i zażaleń i receptą na wszystko.
Bo skoro w tych oczach jestem danym na zawsze, workiem bez dna, do którego sięga się, kiedy przyjdzie na to ochota i nie daje nic w zamian; gdy oburza się na jakąkolwiek postawioną granicę, to naprawdę z przyjemnością mówię: spieprzaj...
I niezależnie od tego, jaka w świecie mogę wydawać się zdystansowana i niezależna, to nie zmienia to faktu, że potrzebuję, aby ktoś we mnie wierzył. Potrzebuję, widzieć, że ktoś coś widzi we mnie. Potrzebuję, by ktoś ode mnie wymagał i stawiał poprzeczkę.
Bo ten, kto mnie stworzył i ja tworząca, przetwarzająca się każdego dnia, każdą przeżytą sytuacją i emocją nie wytworzyliśmy jeszcze tej umiejętności, która pozwoli mi samej wierzyć i widzieć swoje możliwości, wejść poziom wyżej.
Pamiętam, że potrafię. Pamiętam te momenty, kiedy mierzyłam się sama ze światem. Pamiętam, że byłam pewna siebie, nie tylko pewna swoich wad ale też i zalet.
Psychologia mówi, że jeśli czuliśmy kiedyś coś przez 10 sekund, to jesteśmy w stanie to odtworzyć i poczuć raz jeszcze.
Dlatego uciekam od relacji asymetrycznych i wiem, że jestem w stanie poczuć to wszystko jeszcze nie raz.
Uciekam od tych, ktorzy zaczynali nasze wspolne spotkania slowami- " no to opowiedz co sie u ciebie zlego wydarzylo". Czy chieli mi pomoc ? Watpie. To byla tylko ciekawosc i chec porownania ich zycia z moim. Bo oni byli tacy szczesliwi ! Nie mowilam o sobie przez 5 lat. Dlatego teraz jak ktos sie czegos dowiaduje pyta- kiedy to bylo ? W tamtym tygodniu ? Nie, 5 lat temu ... Zdziwienie. Zwatpienie. Niedowierzanie. Bo przeciez po mnie nic nie widac ! Kiedy nie mam ochoty na zwierzenia mowie- nie. Trace kolejne kolezanki , znajome, ktore chcialy przy mnie odpoczac, oderwac sie od swoich problemow- sluchjac o moich. Nie daje im satysfakcji. Poprzeczke stawiam sobie wysoko kazdego dnia. Wrocilam do pisania. Rozmawiam z mama codziennie . Ona we mnie wierzy. Tylko ona. Aby uslyszec madre slowa jezdzilam codziennie przez 3 dni- dwie godziny i 10 minut w jedna strone - do wielkiego miasta, bo przyjechal ON. Madrosc i skromnosc w jednym. Warto bylo pomimo zmeczenia, pomimo powrotow w poznych godzinach nocnych do domu. Warto bylo. I niech te odczucia - trwajace dluzej, niz 10 sekund- trwaja jeszcze. Bede je szukala. Pozdrawiam cie Angel .
OdpowiedzUsuń