Jak wszystkie ofiary toksycznych relacji mam mocno wdrukowane, że mówienie głośne o patologii to zdrada, to obgadywanie, to oczernianie najbliższej mi osoby. Brudy pierze się w domu. Po co pokazywać je światu? Świat i tak nie pomoże, nie zmieni nikogo, nie podejmie decyzji za mnie. Niestety. Muszę wam to wyznać. Jestem w toksycznym związku. Wiem, wstyd. Ludzie wrzucają w media społecznościowe swoje piękne zdjęcia z wakacji, dokumentację postępów w treningach i food porn. Jeśli sprawy prywatne, to tylko ilustracje idealnego związku: zakochane pary, serduszka, kciuki w górę. O syfie się nie pisze. To jest źle widziane. I nawet nie chodzi o to, że mi nie współczują, bo i owszem. Wysłuchują, klepią po ramieniu. Jednak z ich reakcji przebija coraz bardziej zdziwienie: co ty tu jeszcze robisz, skoro tak ci źle? Nie podoba ci się, to się spakuj i odejdź. Nie histeryzuj, jesteś młoda, wykształcona, samodzielna, poradzisz sobie wszędzie. Skoro już – mimo bycia oświeconą, wykształconą, liberalną...