Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2006

szukam...

Obraz
szukałam w sobie uczuć wyższych...znalazłam pustkę... Rozdzierałam stare blizny, by w zagojonych prawie ranach doszukac się czegoś... nie udało mi się odnaleźć sensu... smyczka, który poruszyłby tą delikatną strunę... *   *   * niezrozumiane wzgardzone niewygodne komu służą gdy poduszka słyszy tylko niewypowiedziane przez gardło nie przejdą duszą się dławią głodem przymierają bez pokarmu tolerancji przynajmniej bez sensu cynizm bezsilności taki sobie monolog łez...

* * *

Obraz
Najgorsze było to dławienie w gardle, którego niczym nie byłam w stanie powstrzymać...bicie serca wyczuwalne w przełyku...jakby komora sercowa miała zająć miejsce tarczycy... Cały podjęty przeze mnie wysiłek szedł na marne...sztuczny uśmiech przekroczył swój zasięg...nie było nic...kompletnie nic... wyprażona bólem pustka... Zatapiam się w narastającej fali zmęczenia...zamykam we własnym świecie...całkowicie opustoszałym...odczuwam niechęć do jakiegokolwiek wysiłku...popadam w otchłań opróżnoną z wykańczających myśli...słów...gestów...odruchów...posunięć które trzeba analizować... Wyłaczam sie...izoluję... wiem jak to szkodzi...ale tak mi dobrze... tak mi dziś bezpiecznie...

nie ma już nic?

Obraz
to jest już koniec... nie ma juz nic... na początku była pustka... potem słowo... potem świat... teraz znowu będzie jak dawniej...

smak...

Obraz
w torebce  z zieloną herbatą prasowanej na parze znalazłam dziś szczęscie.. smak cytrynowy...

Lęk...

Obraz
Lęk obezwładnia...skraca życie,wypacza nasze relacje z innymi ludźmi,blokuje rozwój naszych związków;sprawia, że życie staje się przykre. Boję sie życia... boję się, że zostanę zraniona...że popełnię błąd...że zawiodę... nie upłynęło dużo czasu, a stałam się żółwiem ukrytym wewnątrz ochronnej skorupki lęku... I tak jak zółw mogę poczynić postępy tylko wtedy, gdy wychylę głowę na zewnątrz... czy się uda?

szczęście kupię...

Obraz
SPRZEDAJĘ PUSTE DNI, PAKUJĘ JE DO TANICH REKLAMÓWEK. SPRZEDAJĘ PEŁNE STRACHU NOCE, Z KTÓRYCH WYCIEKAJĄ NIEPOŁKNIĘTE ŁZY. SPRZEDAJĘ SŁOWA, RANIĄ DŁONIE O WYSTAJĄCE GORZKIE WYKRZYKNIKI. SPRZEDAJĘ BÓL, OPRÓZNIAM DUSZĘ Z CIERPIENIA I PISZE OGŁOSZENIE: "szczęście kupię..."

szzzzaaaaaaa....

Obraz
ogarnia mnie zamglona łagodność... wczepiam się w myśli ubarne w suknię z kropek i sprawy co wieńczą dzień nie dotykam słowem ciszy niech dłuzej czaruje chwilą skąłdam ręce do uśmiechu a on bolesnie grzęźnie na wargach... zostawia miejsce grymasom zwątpienia i niewiary... zostawiam wieczorny slad na kartce wyobraźni łudząc się iż nie zniknie z ostatnim tchnieniem gasnącej świecy...

żyć...

Obraz
wydłużam sobie zycie... każdą minutę chce podnieść do potęgi... W drżenie wprawiają mnie myśli o śnie... rozprężenie sprężyn w moich  zegarach... nakręcam znowu ten wewnętrzny ...strzaskany zegar... pękła spręzyna... *   *   * czyste strony życia w grubej okładce zpomnienia kurz czekania na zwyczajność choćby martwe zwłoki czasu cztywniejące samotnością nic poza zimną ścianą płaczu...

pojedynek gigantów

Obraz
jak dobrze być w miejscu gdzie czuje sie człowiek lekko, bezpiecznie....pięknie.... jak dobrze mieć dobre wspomnienia i kochanych ludzi u boku... jak dobrze się nie bać i z uśmiechem na ustach przeżywac minutę za minutą... jak dobrze kochać... jak dobrze mieć za kim tęsknić.... jak dobrze żyć... byłam w Łodzi.... widziałam kogoś niezwykłego.... uwaga! tak tak:) byłam na pojedynku gigantów:) bolała mnie zuchwa od uśmiechania się... kocham takie chwile... marzenia moga się spełniać...ja to już wiem:)