S.K.
To nie trwało długo. Nie byłam tam długo. Pij ę gorzk ą czarn ą kaw ę i nagle czuj ę ten znajomy szpitalny zapach w chmurze czarnego tytoniu i co ś dotyka we mnie tego miejsca, które ci ą gle łka i rana sprzed lat otwiera si ę jak trup i długo skrywany wstyd zieje ochydnym, gnij ą cym smutkiem. Pokój pełen twarzy bez wyrazu wgapiaj ą cych si ę t ę po w mój ból, tak zupełnie pozbawionych znaczenia, ż e musz ą mie ć złe intencje... Obserwuj ą mnie, oceniaj ą , w ą chaj ą obezwładniaj ą c ą kl ę sk ę s ą cz ą c ą si ę z porów mej skóry, desperacja wbija si ę we mnie pazurami i wszechogarniaj ą cy strach przesi ą ka mnie na wylot gdy z odraz ą patrz ę na ś wiat i nie wiem dlaczego wszyscy dookoła u ś miechaj ą si ę i spogl ą daj ą na mnie tak jakby znali tajemnic ę mojego krwawi ą cego wstydu... Wstyd, wstyd, wstyd Utop si ę w...