samotni.
myślę...i myślę...próbuję zrozumieć... ile ludzi po drodze spotyka ofiara wykorzystania seksualnego... ludzi którzy mogliby jej pomóc... uratować ją... ilu dorosłych-obojętnych musi znieść dziecko które tak pragnie ratunku. ilu dorosłych mogło pomóc mi... ksiądz któremu powiedziałam na spowiedzi(zalecił więcej się modlić) pani doktor pediatra...która kazała"załatwić sprawę"mamie... rodzice...którzy nie chcieli widzieć... babcia... nauczyciele którzy zwracali uwagę na moją "inność"... potem pani psycholog....pierwsza... miałam przecież wtedy 15 lat... zaczęłam chodzić do niej z powodu anoreksji.... teraz gdy o tym myślę żal mi tamtego czasu i tamtej ufnej mnie... Ona kilka razy rozmawiała z moją mamą... wiedziała ze mój kuzyn nadal mieszka z nami... wiedziała że mnie skrzywdził. zajmowała się"anoreksją"... przyczynę tejże choroby puściła gdzieś w mgłę moich dziecięcych pragnień pomocy... było tak wiele ludzi którzy wiedzieli.... ..realnie wiedzieli... mieli...