Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2011

takie nic...

Obraz
Takie niby nic a jednak... Takie już kiedyś a jeszcze nie teraz. Jest moment w dorosłym życiu, gdy próbując określić uczucia, znajdujesz coś niedobrego... Kiedy z podświadomej otchłani dzieciństwa wyłazi zepchnięty na samo dno niepamięci zimnopalczasty potwór... Kiedy już wiesz, czemu boisz się ciemnej klatki schodowej albo nie lubisz zestawienia kolorowej koszulki,obgryzionych paznokci i przymilnego uśmiechu w stronę dziecka... Kiedy przylepia się to ponownie do ciebie i zostaje nazwane... Kiedy nie umiesz sobie z tym dać rady, bo obudzony strach nie chce wrócić w niepamięć... Jak długo trwają lęki z dzieciństwa? Ile czasu trzeba je oswajać, żeby nie rzucały się z pazurami na każdego przechodzącego człowieka? Czemu nie mówienie o nich jest gorsze od mówienia, a mówienie to katorga? Czy strach przed zmorami z dzieciństwa jest odruchem? Zakorzenionym, wyuczonym gestem obronnym, na który nie ma lekarstwa? Jak wielka jest siła strachu spowodowanego krzywdą wyrządzoną...

zadaniowość Agi-pytań o własną tożsamośc ciąg dalszy.

Obraz
nie zawieść ludzi..nie wolno..nie wolno.. choćbyś miała Aga poświęcić siebie... cholerny żołnierzyku do zaspakajania ludzkich pragnień... zewsząd dochodzi mnie powtarzający się impuls, który zaczyna mnie coraz bardziej zastanawiać: zrób to...zobowiązałaś się do tego...obiecałaś tamto... pomyśl nad czymś innym.. Zenia potrzebuje, Jasiek prosił, Kasia chciała, Tomek pytał... Nawet pogoń za świętym spokojem zaczyna przypominać wyścig z czasem... Ta gonitwa z kolei przynosi bagaż w postaci kolejnych rzeczy odłożonych, wczorajszych... Boże...a gdzie ja zgubiłam siebie? i dlaczego nie szturchniesz mnie w bok dosadnie, że to za dużo na moje małe barki??? Czasami spłycona do potęgi entej gubię się w zamyśleniach, szukam wtedy siebie... I niczego nie znajduję. Bo już nie mam na to siły... Najłatwiej się utopić przy odbiciu od dna. Bo ja raptownie do góry a ta woda we mnie... Łatwo wtedy zapodziać zdrowy rozsądek i kalkulacyjne myślenie. Łatwo się zapomnieć... Po prostu. Kocham ludzi..i bardzo ...

naprawdę chciałam...

Obraz
chciałam spróbować... naprawdę... z meblami..stolikiem..czyściutką podłogą... środkami do pielęgnacji domu, tymi-i tamtymi też... z odświeżaczem powietrza gdy się robi gęsto... Ja się chciałam nauczyć dobierać krawaty i robić kompoty... Bigosy,pieczenie i szarlotki pyszne... Czekać z kolacją i nie gasić świecy... I ze spokojem się odwracać do ściany. Kiedy tylko cisza jeszcze nas czegoś nauczyć może...   Nic nie poradzę,że chcę tam wrócić... Do chodzenia po łąkach i do błota po kolana... Do wody w zimnej rzece i do zapachu porannego lata... I do biegania po śniegu, kiedy nas zasypie... Bo że zasypie, to pewne.   Nic nie poradzę. Że wciąż jestem. Tak bardzo niedojrzała... Jak śliwka, co za wcześnie w kompot wpadła... Albo nawet taka, co wcale wpadać nie miała.   Bo ja wciąż pamiętam, że można świtem stać nad przepaścią i krzyczeć... Że można buty zdjąć i po kałużach latać. Że można mieć spodnie wytarte i na piasek upadać... Albo siedzieć nocą na trzepaku i się gapić w nie...

ale o co chodzi?

Obraz
Budować, nie negując tego co już powstało... Budować obok, współistniejąc... Dopowiedzieć resztę prawdy... Niełatwe. Ale nie niemożliwe. Rozwalić świat i zbudować coś nowego… to zbyt wielka odpowiedzialność. Ale...stworzyć jakąś nową część świata, by zagłuszyć nią te części, które krzyczą niewyraźnymi głosami… to już coś... Przeraźliwie zimno we mnie... Zagląda tylko śmierć w oczy – i to okazuje się być najczęściej najbardziej skutecznym rozwiązaniem. Myśl goni myśl i już pełno tego w głowie... Opętanie mózgu ideą niebytu – coraz to silniejsze, ale nie z powodu ciągoty nirwanistycznej, tylko to nihilistyczne...albo z bezsilności...nie wiem... Zniszczenie siebie, zatarcie wszelkiego śladu, taka toksyna, która jeszcze wiele mnie samej zabije po drodze... Jeden wielki teatr zdechłych kukiełek... Duszący bluszcz, który jednocześnie truje bez nacisku nawet, a jeszcze gorzej gdy się zaciska na szyi – tak coraz bardziej realnie chwyta za gardło, sugestywne, prawda...

mapa życia...

Obraz
Rozglądam się po pokoju... jestem sama... myślę o dziś... chwila radości... jakaś pani w poczekalni zagadnęła w bardzo zabawny sposób... lubię się śmiać. naprawdę. doceniam każdą taką chwilę kiedy mogę czuć radość. maleńka chwila-i moja kolej... i już nie wypadało być prawdziwą...czuć smutku...bólu... mieć myśli samobójczych i nie czuć ciała... bo zostało się posądzonym o maski. pytanie-która Ty jesteś prawdziwa zabolało... czy trudno zrozumieć odpowiedź-każda? ta wesoła..ta silna...ta słaba i płacząca... może jest we mnie trochę niespójności.. brak płynnego przejścia miedzy jednym stanem a drugim... bo gdy jest coś ważnego do zrobienia..załatwienia... skupiam się właśnie na tym.. wszystko inne znika... w jedynym miejscu, w którym jestem w stanie pozwolić sobie na całkowitą otwartość... szczerość i łzy, gdzie właśnie nie muszę przyodziewać żadnych masek... gdzie sądziłam że mogę być taka jak jestem-poczułam się dziś byle jak. niezrozumiana... zupełnie. z mojej mapy miejsc całkowicie za...

przygarniam...

Obraz
trudny smutek. rozżalenie... roztkliwienie... nieuchronna konieczność... niemy krzyk w końcu. chciałabym już czuć swoje ciało... nie mam go... nie czuję go... od jakiegoś czasu.... gdy wspominam...jest mnie jeszcze mniej... obejmuję rękami kolana... kołyszę samą siebie. utulam. przygarniam... Za horyzontem zdarzeń się skryłam... i nie chcę wracać... Zawstydzona jestem irracjonalnym trwaniem. Posiadam mnóstwo wyrzutów sumienia na dnie skurczonego żołądka... trudno mi.    

w błękicie...

Obraz
zmęczyłam się nieco... niosę dni i blado mi w błękicie... jeszcze tylko ciszy wydrę parę słów... złapię ją za każdy ze znaków zapytania... ...wszak przyszykowała mi je na wieczór... a potem... potem...pozwolę jej się rozsiąść we mnie... pozbawiona"dlaczego"będzie wygodna... ...jak zawsze...    

wolność.

Obraz
...słoneczny...pełen zdziwienia,zaskoczenia, luty... Odchodzę od siebie co chwilę... Nieskomplikowanie jestem dziś pewna swoich emocji... Czas ściera ze mnie ból. Mijam dni. Mijam siebie. Gubię po drodze ludzi... Myśląc,że będę "na zawsze", mgnieniem tylko byłam. Wszystko będzie dobrze... On nie żyje. Umarł.w swoim stylu. Byle jak. Pijany. Swoją śmiercią wolność mi darując..