mapa życia...

Rozglądam się po pokoju...
jestem sama...

myślę o dziś...
chwila radości...
jakaś pani w poczekalni zagadnęła w bardzo zabawny sposób...
lubię się śmiać.
naprawdę.
doceniam każdą taką chwilę kiedy mogę czuć radość.

maleńka chwila-i moja kolej...

i już nie wypadało być prawdziwą...czuć smutku...bólu...
mieć myśli samobójczych i nie czuć ciała...
bo zostało się posądzonym o maski.
pytanie-która Ty jesteś prawdziwa zabolało...
czy trudno zrozumieć odpowiedź-każda?
ta wesoła..ta silna...ta słaba i płacząca...
może jest we mnie trochę niespójności..
brak płynnego przejścia miedzy jednym stanem a drugim...
bo gdy jest coś ważnego do zrobienia..załatwienia...
skupiam się właśnie na tym..
wszystko inne znika...

w jedynym miejscu,
w którym jestem w stanie pozwolić sobie na całkowitą otwartość...
szczerość i łzy,
gdzie właśnie nie muszę przyodziewać żadnych masek...
gdzie sądziłam że mogę być taka jak jestem-poczułam się dziś byle jak.
niezrozumiana...
zupełnie.
z mojej mapy miejsc całkowicie zaufanych i bezpiecznych
zaczął znikać jeden jedyny punkt.

może faktycznie..powinnam usiąść i płakać.
pokazać ludziom jak bardzo mi źle.
może nie można się śmiać i smucić równocześnie.
może nie da się czuć radości i cierpienia na raz.
może faktycznie coś ze mną nie tak...
nie wiem.

da się...?
  


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.