krok do tyłu...krok do przodu.
cofam się...bo nie wierzę ze zasługuję na dobro. dystansując się...zabieram sobie to"miłe" które mogłabym dostać. Czuję..że bliskość jest równa krzywdzie. zaufanie rani. gdy staję się dla kogoś ważna...uciekam. pragnę..ale rezygnuję. próbuję wypłynąć na powierzchnię...by spaść niemal na dno... Asymptota celu... jednakże... postawiłam krok naprzód. bolesny..ale ważny. Kilkanaście zdań snuje mi się po głowie i nie może znaleźć sobie miejsca, zgrabnie nawiązać jedno do drugiego, stworzyć w miarę logiczną całość, którą będzie można przyswoić. Zupełnie jak ja snująca się z kąta w fotel, z fotela na kanapę, nie mogąca wpasować się w kompozycję dzisiejszego dnia, kompletnie nieprzyswajalna... Jeżeli całe życie to jedno wielkie falowanie i spadanie, to właśnie spadam... Na tyle szybko, by nie mieć się czego złapać, na tyle wolno, by być świadomą tego faktu... W snach o spadaniu zawsze budzę się tuż nad dnem z kołataniem serca i ulgą gaszącą strach, że nie roztrzaskałam się o kamienną...