wypłynąć...?
Nauczyłam samą siebie...że gdy jest mi trudno..odsuwam się..separuję... odchodzę. walczę sama. nie wchodzę w bliskość. boję się jej. a przeciez nie muszę. nie muszę być sama. dostałam prezent... od kilku waznych dla mnie osób. ważnych w sposób szczególny. takie pudełeczko... niebieskie.. ze śliczną rózyczczką... i wnętrzem które pokazuje mi że mam tak wiele osób w okół... że mogę wziać coś dla siebie. dostałam smsa. jedno zdanie. pokazało ze ktoś jest.czeka. dostałam czas z mężem. dużo waznych słów. bliskość. próbuję walczyć. nie jest mi łatwo. nigdy nie było. jestem raczej na etapie zaczerpnięcia pierwszego haustu powietrza po wypłynieciu na powierzchnię wody... ten haust boli. rozrywa płuca. ale daje życie.