..świeczka...

Oby nigdy nie wróciły te wieczory,
kiedy patrzyłam, jak w świecy ubywa wosku...
... i zamiast zgasić knot, zanim się całkiem stopi, gasłam razem z nim...
...kiedy zostawał już pusty świecznik i mówił mi po imieniu,
sięgałam w tej ciemności po telefon,
wybierałem  numer i nagle okazywało się, że nie mam nic do powiedzenia...
że wszystko, co przychodzi mi do głowy, jest bardziej banalne niż ja sama...
Bałam się, że tak już zostanie..
że nigdy... nic...

  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

kołysałam się...

Szarpię życie za brzeg listka...

czy...?