na krawędzi...

...na krawędzi dnia, w malutkim kąciku
narysuję zielonym szkiełkiem barwy...kształty, dżwięki, odczucia...
a potem przebiję się przez czarne chmury strachu...

chwile spokoju mieszają sie z niepokojem...
zbyt wiele decyzji przede mną...
zbyt wiele wątpliwości we mnie...
wszystko takie odrealnione, niby moje a jednak obce...

nieby tak, jak ma być...
a jednak jakos nie tak...


Komentarze

  1. to minie, nie zawsze się jest na krawędzi, wystarczy mały krok aby od niej odejść i być bezpieczniejszym, zrób ten krok

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.