na krawędzi...
...na krawędzi dnia, w malutkim kąciku
narysuję zielonym szkiełkiem barwy...kształty, dżwięki, odczucia...
a potem przebiję się przez czarne chmury strachu...
chwile spokoju mieszają sie z niepokojem...
zbyt wiele decyzji przede mną...
zbyt wiele wątpliwości we mnie...
wszystko takie odrealnione, niby moje a jednak obce...
nieby tak, jak ma być...
a jednak jakos nie tak...

narysuję zielonym szkiełkiem barwy...kształty, dżwięki, odczucia...
a potem przebiję się przez czarne chmury strachu...
chwile spokoju mieszają sie z niepokojem...
zbyt wiele decyzji przede mną...
zbyt wiele wątpliwości we mnie...
wszystko takie odrealnione, niby moje a jednak obce...
nieby tak, jak ma być...
a jednak jakos nie tak...
to minie, nie zawsze się jest na krawędzi, wystarczy mały krok aby od niej odejść i być bezpieczniejszym, zrób ten krok
OdpowiedzUsuń