koniec walki
Prędzej czy później przychodzi moment kulminacyjny...
Wszystkie emocje zbijają się w jedną kulę i tykają, czekając spokojnie na godzinę zero...
Wystarczy jedno słowo, jedno nietak i jedno inaczej a balonik pęka, rozwalając swoje drobinki dookoła... Uderza w to tu, to tam i wcale nie jest fajnie...
Ani z jednej strony ani z drugiej...
Aniołem nigdy nie byłam. Więcej... Tkwię w przekonaniu, ze nigdy nie będę...
W momencikach kulimacyjnych wystawiam pazury i drapię...
Czasem czuję się jakbyśmy faktycznie stali po przeciwnych stronach rzeki
i przerzucali się słowami i argumentami...
Konflikciki drobne w połączeniu z ciężkim tygodniem tworzą takie a nie inne samopoczucie...
Spod ciemnej gwiazdy...
Na skrzyżowaniu potrzeb...
Nic wielkiego...
Nic dramatycznego...
Nagła, krótkotrwała ulewa, po której niebo robi się lazurowe...
I ziemia już nie drga a ja łagodnieję...
Choć nie mam sił juz walczyć...
Agus...powalcz, bo jak nie ty to kto? przytulam jak i ty przytulałaś mnie....
OdpowiedzUsuńTrzeba walczyc o siebie. Najzwyczajniej w swiecie - trzeba i juz.
OdpowiedzUsuń