mój list opublikowany w "zwierciadle"...

Kupuję Zwierciadło już bardzo długo.
Wystarcza akurat na drogę z Opola do Gliwic. Smile
Na tą drogę, którą przemierzam po terapii do domu. Próbuję dojechać w całości i choć trochę się uspokoić...wyciszyć...

W lutowym Zwierciadle znalazłam coś zupełnie niezwykłego:
Justyny "więź ze sobą" w odpowiedzi na artykuł "ciała naprzód".

"...Dla mnie jest to dowód na to, że nareszcie zaakceptowałam swoją seksualność, swoją fizyczność, jako integralną część mojego JA. Dzisiaj nie zamykam już oczu ściągając podkoszulek, a z czułością nacieram ciało oliwką. Zaakceptowałam nie tylko swoje ciało, ale również swoje ułomności, słabości, naturalne ograniczenia, potrzeby. Dałam sobie prawo, by być kobietą, która czuje ze sobą głęboką więź"

Mam 26 lat...jestem kobietą...uczę się żyć...przez 2 lata borykałam się z anoreksją...przez następne 9 z anoreksją bulimiczną.
Walczyłam z każdym przejawem kobiecości. Przeszłość na którą się składa wykorzystywanie seksualne 10-letniego już dziecka kazała mi myśleć ze moje ciało jest skażone...brudne...naznaczone...

Zaczęłam walczyć o życie już jakiś czas temu.
Uczyłam i wciąż uczę się siebie na nowo.
Uczę się siebie jako kobiety swoim, nie jego spojrzeniem.

Wciąż często się potykam na ścieżce życia, często upadam, czasem mam wrażenie, że juz się nie podniosę.
Moja terapeutka dzielnie podaje mi dłoń by pokazać że jeszcze może być pięknie.

Sednem tego listu jest spotkanie ze znajomą, z którą nie widziałyśmy się rok, może troszkę więcej...

- Cześć Maleńka, co u Ciebie? - pyta.
- W porządku - odpowiadam z uśmiechem - przytyłam 13 kilogramów.
- Przynajmniej jedna cieszy się, że przytyła.

Patrzę na Nią z czułością i mówię:
- Wyobraź sobie sytuację, że jakaś Zosia staje przed lustrem i mówi"Zocha! Aby ładnie wyglądać musisz zrzucić z 10 kilo - od jutra przechodzisz na dietę"
Obok staję ja...i mówię "słuchaj Aga, aby żyć musisz przytyć z 10kilo - od jutra zaczynasz walczyć - życie warte jest walki...nawet  najtrudniejszej...możesz już Aguś zaakceptować swoją kobiecość, już nic ci nie grozi..."

Za tydzień Zocha mówi "Zośka, po co Ty się tak katujesz...chrzanić dietę - idę na ciacho"
Obok stoję ja i mówię "wytrzymaj Aguś...jeszcze trochę wytrzymaj! Być kobietą to nie ból i lęk, to cud."

Znajoma patrzy z czułością, obejmuje i szepcze do ucha "dzielną jesteś kobietą, jestem z Ciebie dumna".

Pozdrawiam redakcję "Zwierciadła", pisma które pomaga mi żyć.

Agnieszka

http://www.zwierciadlo.pl/klub-z/listy.html

  

Komentarze

  1. ...chyba się cieszę... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Angel !Jestem z Ciebie bardzo dumny za to co robisz dla siebie i innych.Wspaniały list.Dziękuję Ci.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.