...???...
zaufanie?
wsparcie?
tylko jeśli coś jest w stronę kogoś...
jeśli ja potrzebuję..to zawsze mnie brzydko mówiąc wychujają...
gdy jestem potrzebna...jestem zawsze ta super..przyjacielem nawet mnie okrzykują...
po czym wbija się nóż w plecy....
nie trzeba wdzięczności..wystarczy tylko serce...
a ja wciąż sobie nie radzę...
nie radzę sobie ze śmiercią której byłam świadkiem...
dużą śmiercią maleńkiego człowieka...
wazył zaledwie 800gram...
wciaż budzę sie i płaczę.
wciąż mi sie śni to, co widziałam...
wciąż we śnie chodzę do zakładu pogrzebowego i zanosze maleńki kaftanik i pieluszkę w niebieskie misie.
wciąż widzę go..maleńkiego..granatowego..na tej wielkiej białej poszewce...
wciąż bez sensu chodzę na cmentarz...
choć to nie moje maleństwo...
i wymaga się ode mnie bym była silna...
bym była akuratna...
bym pocieszała...
a kto mnie pocieszy..kto mnie przytuli...
to maleństwo jest jak moje...to które było znacznie mniejsze a które odeszło...
nikt nie zapytał"jak sobie radzisz"...
usłyszałam za to"do 15 sie masz wyprowadzić"...
można i tak....
przestałam być potrzebna...
powinnam do tego przywyknąć ze traktuje sie mnie jak przedmiot..ot taka sobie przytulanka na złe chwile.
bo jestem "przyjacielem"gdy jest potrzeba..bo nie ma nikogo innego pod ręką.
ot ludzie..ot życie...
Oto kolejna odsłona mojej duszy...
Kurtyna poszła w górę, a ta tkwibezradna gdzieś na środku sceny...
Ktoś czeka na występ, ale ona patrzytylko w wyczekujące oczy... i płacze... Zaraz wróci do mojego ciała,pozbiera myśli porozrzucane po dywanie, przyodzieje się, przemyje sweoczy z sennych widoków, założy realną przesłonę prawdy nowego dnia izaraz wyjdzie na ulicę...
dobranoc Marusiu...
dobranoc moja Kruszynko...
wsparcie?
tylko jeśli coś jest w stronę kogoś...
jeśli ja potrzebuję..to zawsze mnie brzydko mówiąc wychujają...
gdy jestem potrzebna...jestem zawsze ta super..przyjacielem nawet mnie okrzykują...
po czym wbija się nóż w plecy....
nie trzeba wdzięczności..wystarczy tylko serce...
a ja wciąż sobie nie radzę...
nie radzę sobie ze śmiercią której byłam świadkiem...
dużą śmiercią maleńkiego człowieka...
wazył zaledwie 800gram...
wciaż budzę sie i płaczę.
wciąż mi sie śni to, co widziałam...
wciąż we śnie chodzę do zakładu pogrzebowego i zanosze maleńki kaftanik i pieluszkę w niebieskie misie.
wciąż widzę go..maleńkiego..granatowego..na tej wielkiej białej poszewce...
wciąż bez sensu chodzę na cmentarz...
choć to nie moje maleństwo...
i wymaga się ode mnie bym była silna...
bym była akuratna...
bym pocieszała...
a kto mnie pocieszy..kto mnie przytuli...
to maleństwo jest jak moje...to które było znacznie mniejsze a które odeszło...
nikt nie zapytał"jak sobie radzisz"...
usłyszałam za to"do 15 sie masz wyprowadzić"...
można i tak....
przestałam być potrzebna...
powinnam do tego przywyknąć ze traktuje sie mnie jak przedmiot..ot taka sobie przytulanka na złe chwile.
bo jestem "przyjacielem"gdy jest potrzeba..bo nie ma nikogo innego pod ręką.
ot ludzie..ot życie...
Oto kolejna odsłona mojej duszy...
Kurtyna poszła w górę, a ta tkwibezradna gdzieś na środku sceny...
Ktoś czeka na występ, ale ona patrzytylko w wyczekujące oczy... i płacze... Zaraz wróci do mojego ciała,pozbiera myśli porozrzucane po dywanie, przyodzieje się, przemyje sweoczy z sennych widoków, założy realną przesłonę prawdy nowego dnia izaraz wyjdzie na ulicę...
dobranoc Marusiu...
dobranoc moja Kruszynko...
Witaj Angel ! Cokolwiek bym nie napisał to i tak nie napiszę nic mądrego. Niektórzy twierdzą że lekarze, pielęgniarki są do tego przyzwyczajeni, że widzą cierpienie, smierć, ale do tego chyba się nie da przyzwyczaić. Zwłaszcza jak widzi się smierć takiego maleństwa.Nie obwiniaj siebie za to, że świat jest taki a nie inny. To nie Ty jesteś winna. Cenię Cię za to jaką jesteś i zmieniaj się. "Nie zamieniaj serca w twardy głaz, póki jeszcze serce masz"Na prawdę warto być sobą i wrażliwym na potrzeby drugiego człowieka, chociaż czasami to bardzo boli.Nie poddawaj się Angel, zawsze możesz na mnie liczyć.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń...przykro mi z powodu śmierci Maleństwa... to nie była Twoja wina... niestety, ludzie umierają... bez względu na wiek... ostatnio u nas umarła mała Karolinka... żyła 10 dni... miała chore serduszko... urodziła się w Warszawie, ale nie dało się Jej uratować... ostatnio często chodzę na Jej grób... ...a wiesz... co do reszty... przykro mi, że się tak czujesz... choć ja tez tak mam... jestem ważna tylko wtedy, jak ktoś ma jakiś problem... to spoko... jestem jak do rany przyłóż... ale kiedy ja potrzebuję pomocy, to za cholere nikogo nie znajdziesz... i to boli... pamiętaj... dla mnie zawsze będziesz ważna...choć co ja mogę dla Ciebie zrobić...?...pozdrawiam Cię bardzo gorąco i buziam:*trzym się!! :)
OdpowiedzUsuńLudzie wrazliwi wspolodczuwaja bardziej.Widza wiecej, slysza to, czego "zwykly smiertelnik" nawet nie dostrzeze. Ty jestes taka osoba, ktora nie przechodzi obojetnie obok zycia. Martwisz sie wszystkimi, smucisz -jezeli to nawet bezposrednio nie jest Twoj smutek. Moge tylko zyczyc Ci tego, abys byla szczesliwa. Swiat taki jest. A Ty musisz nauczyc sie w nim zyc. Na wiele rzeczy zwyczajnie nie mamy wplywu. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisać.. ale jestem... Angel.. prawdziwa... wiesz. całkiem.. Dam Ci swój parasol co chroni mnie przed nocą.. chcesz?
OdpowiedzUsuńchcę Madlenko...chcę...
OdpowiedzUsuńnajgorsze jest podejscie mamy tego maleństwa...ale ludzie są rózni...róznie szanują swoje i cudze życie..róznie szanują siebie i innych...ta osoba mówiła ze jestem jej przyajcielem:)---oczywiście wtedy gdy byłam potrzebna..i gdy nikogo innego nie było pod ręką...w sumie..kto by poszedł do porodu martwego dziecka...teraz juz nie jestem potrzebna..wiec won:)tak ludzie własnie szanują i traktują innych.jak rzeczy..maszynki do zaspakajania swoich potrzeb.
OdpowiedzUsuńAngelinko a może śmierć to podróżcóż pomyśleć by okiełznać lękby nie żałowaćpogodzić się, zaakceptować
OdpowiedzUsuń