moja Pani Ania...

Pamiętam swój pierwszy dzień w szkole...
taka byłam mała..nieporadna..zagubiona...
pamiętam Panią, która do mnie podeszła...
Blond Wróżka:)
tyle ciepła biło od Niej...
tak pięknie sie uśmiechała...
przestałam sie bać:)

lubiłam chodzić do szkoły....
czułam sie tam bezpiecznie...

z czasem zaczęłam lubić zwolnienia z w-fu.
z siniakami ćwiczyć mi nie było wolno..tato nigdy nie załował bicia...
więcej miałam zwolnień ze szkoły i w-fu niż chyba całość zajęć...
ale gdy nie ćwiczyłam..mogłam siedzieć na ławce obok Pani Ani...
Taka dziecięca potrzeba bycia blisko...
dziecięce pragnienie ciepła...
Mama tak bardzo rzadko mnie przytulała...

Teraz..gdy wspominam tamte czasy-jestem zdziwiona...jak wiele pamiętam..
jakie szczegóły...
szminka na ustach pani Ani...
piątka za wyraz"trzy"-mieliśmy mówić..wymieniać wyrazy w których było"rz"...mój wyraz"trzy"był podobno trudny:)
rozsypanki i wklejanki...
zapach...
pamiętam każdą pochwałę...
i wstyd kiedy mój tato coś obiecywał..a potem nie dotrzymywał słowa i to ja wychodziłam na kłamczuchę, bo czegoś nie przynosiłam...
mojemu tacie często sie wszystko zmieniało o 180stopni..a mi wstyd było powiedzieć prawdę..wolałam to brać na siebie...

Teraz..po latach..odnalazłam moją panią Anię...
Zadziwiające jest to, ze obudziła sie we mnie ta sama co kiedyś tęsknota...
tak samo silna..tak samo dziecięca...
Słowo daję ze jakbym sie z Nią spotkała..przytuliłabym tak mocno jak to tylko możliwe..
Dziękując jednocześnie za nadzieję w tamtym czasie...

Dostałam w liście zdjęcia...
teraz jest jak kiedyś..
całkiem blisko...
Na wyciągnięcie dłoni:)

Tak naprawdę..nigdy nie byłam sama...

  

Komentarze

  1. dobrze mieć kogoś takiego przy Sobie i w sercu :) powiem Ci w sekrecie że też takiego kogoś mam, dziękuję Ci że przypomiałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne to, co napisalas. Jezeli masz taka potrzebe nadal- to pojedz do tej pani Ani. Powiedz jej- jak wiele je zawdzieczasz. Bo jest to wiele- miec cichego przyjaciela, nawet jak on o tym nie wie. Ja mialam swoja pania "od historii" , wychowawczynie naszej licealnej klasy. Ona byla matka ns wszystkich. Sama nie posiadala ani dzieci, ani meza. I chociaz moja mama byla dobra i przytulasna, to jednak z pani Elzebita laczyla nas nic porozumienia. Pojechalam z kwiatami do niej po latach. Byla zdziwiona, ale ucieszona. Potem raz jeszcze- ale juz nie zastalam jej w szkole. Poszla na emeryture. Teraz marze o tym, aby zabrac wlasne dzieci i ja odnalezc na nowo. Wiem mniej wiecej gdzie mieszka. Dzieki "naszej -klasie" nawet widzialam jej zdjecia ( u znajomej kolezanki). I mam cicha nadzieje, ze bedzie to tez mile spotkanie dla niej. Takie "po latach". Pozdrawiam Cie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.