jesiennieję...

sortuję myśli...
poleruję wspomnienia..te lepsze..lżejsze....
te, w których można się przejrzeć...

Bezimienny anioł przysiadł na mym parapecie...
skrzydeł swych użyczając na chwilę...

To był trudny czas...choć szczęśliwy...
nie myślałam że nadmiar szczęścia może tak osłabić:)
a jednak...
mój oprawca...gwałciciel...jest winny...
takie oczywiste..a wciąż tak trudno uwierzyć w tą oczywistość...

Czuwam....
Rozbieram się ze słów i patrzę...
czy jest pod nimi coś,
czego pragnęłabym dotknąć? 
Obnażyć siebie?
Bezbronnie i ufnie przyjąć to,
przed czym uciekam?

...pozwoliłam gołębim skrzydłom wpleść się w moje włosy...
...jesiennieję...

  

Komentarze

  1. kawowajulia@poczta.onet.pl6 listopada 2010 15:09

    Jesien potrafi byc piekna i ciepla. A Ty jak ten kasztanek- zrzucasz twarda skorupke i na slonce wychodzi prawdziwy, wartosciowy owoc. To dobrze, ze wspominasz same pozytywne rzeczy. Tak ma byc. Trzyma sie slonca i usmiechaj nawet jak za oknem pada deszcz. Pozdrawiam jesiennie i lisciasto!

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieję ze uda mi się kiedyś zostawić tą skorupke w spokoju:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

bang,bang.