biało...

Czwartek rozmarzył się śniegiem...

...Milczę, bo milczysz...

...mijam wolne dni licząc na jutro...
A jutro dzieje się takie samo...
I znów w wyczekiwaniu mi mniej ładnie...
Sińce pod oczami intensywnieją niedospaniem...
Gdy już zasnę...śnią mi się znaki zapytania:
im więcej mnie tym mniej, czy odwrotnie...?
Sertralina...chemiczna reanimacja,
stawiająca na baczność leniwe przekaźniki...
A może wystarczy kubek melisy i słowa?

Na chwilę wychodzę...
Wrócę, gdy pozbieram siebie...
Gdy ogarnę nienazwane tlące się gdzieś w zakamarkach pamięci...
Zapachem, chceniem, rezygnacją, nadzieją...
Muszę mieć siebie...
Stąd dotąd i kawałek na potem...
Na czas przyszły niezapowiedziany...
Na wszelkie zbiegi nieobecności...



W rozpostarciu ramion jest tyle miejsca na łzy...

  

















Komentarze

  1. kawowajulia@poczta.onet.pl20 grudnia 2010 06:11

    Przede wszystkim trzeba miec wiecej miejsca- dla siebie. To nie jest egoizm. To tez jest rodzaj milosci. Ciesze sie, ze dane nam bylo sie spotkac ( zawsze mowie, ze technika jest przeklenstwem, ale i blogoslawienstwem ).

    OdpowiedzUsuń
  2. egoizm w granicach rozsądku tez jest rodzajem miłości:)nie każdy posiada tą umiejętność...ja sie jej ambitnie uczę:)i ja sie cieszę ze dane nam było sie spotkać:)naprawdę:)bardzo...popatrz Jula..ile to już lat:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.