naprawdę chciałam...
naprawdę...
z meblami..stolikiem..czyściutką podłogą...
środkami do pielęgnacji domu, tymi-i tamtymi też...
z odświeżaczem powietrza gdy się robi gęsto...
Ja się chciałam nauczyć dobierać krawaty i robić kompoty...
Bigosy,pieczenie i szarlotki pyszne...
Czekać z kolacją i nie gasić świecy...
I ze spokojem się odwracać do ściany.
Kiedy tylko cisza jeszcze nas czegoś nauczyć może...
Nic nie poradzę,że chcę tam wrócić...
Do chodzenia po łąkach i do błota po kolana...
Do wody w zimnej rzece i do zapachu porannego lata...
I do biegania po śniegu, kiedy nas zasypie...
Bo że zasypie, to pewne.
Nic nie poradzę.
Że wciąż jestem.
Tak bardzo niedojrzała...
Jak śliwka, co za wcześnie w kompot wpadła...
Albo nawet taka, co wcale wpadać nie miała.
Bo ja wciąż pamiętam,
że można świtem stać nad przepaścią i krzyczeć...
Że można buty zdjąć i po kałużach latać.
Że można mieć spodnie wytarte i na piasek upadać...
Albo siedzieć nocą na trzepaku i się gapić w niebo...
Bo kiedyś byliśmy dziećmi...prawda?
Można...
Naprawdę można zapomnieć się jeszcze.
I zostać tak w biegu pod deszczem...
Bez obowiązku niedzielnego obiadu
i tego całego przeterminowanego konwenansu...
Bez harmonogramów.
Bo kiedy się na nic nie czeka, wtedy się dostaje najwięcej...
Naiwna jestem.
Ale wierzę, że jest gdzieś jeszcze
wolność dzielona z drugim człowiekiem...
...myśli tak nieuczesane,że aż zmarznięte.
Bardzo mi sie to spodobalo- "kiedy na nic sie nie czeka, otrzymuje sie wiele". Masz racje. A dzieciak nadal jest w nas- trzeba tylko pozwolic mu czasami zatanczyc miedzy kroplami deszczu, pobiegac boso po sniegu i zjesc zimna sople lodowa ( to co, ze jest brudna ?:-)) Dziecko uwolnione jest wolnym czlowiekeim. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńszkoda tylko,że nie są Twoje te myśli ....tylko moje, nieuczesane co się zrodziły na skraju lasu
OdpowiedzUsuńMoje tez sie rodza na skraju lasu...lasy sprawiaja ze mysli sa podobne.
OdpowiedzUsuń