przygarniam...
trudny smutek.
rozżalenie...
roztkliwienie...
nieuchronna konieczność...
niemy krzyk w końcu.
chciałabym już czuć swoje ciało...
nie mam go...
nie czuję go...
od jakiegoś czasu....
gdy wspominam...jest mnie jeszcze mniej...
obejmuję rękami kolana...
kołyszę samą siebie.
utulam.
przygarniam...
Za horyzontem zdarzeń się skryłam...
i nie chcę wracać...
Zawstydzona jestem irracjonalnym trwaniem.
Posiadam mnóstwo wyrzutów sumienia
na dnie skurczonego żołądka...
trudno mi.
rozżalenie...
roztkliwienie...
nieuchronna konieczność...
niemy krzyk w końcu.
chciałabym już czuć swoje ciało...
nie mam go...
nie czuję go...
od jakiegoś czasu....
gdy wspominam...jest mnie jeszcze mniej...
obejmuję rękami kolana...
kołyszę samą siebie.
utulam.
przygarniam...
Za horyzontem zdarzeń się skryłam...
i nie chcę wracać...
Zawstydzona jestem irracjonalnym trwaniem.
Posiadam mnóstwo wyrzutów sumienia
na dnie skurczonego żołądka...
trudno mi.
Nie mam rady, ani recepty. Cialo jest mieszkaniem duszy- a o kazde mieszkanie trzeba dbac. Nalezy je zagospodarowac, pokochac, zaakceptowac. Zwyczajnie zamieszkac i poczuc sie w nim dobrze. Nie wiem Angel czy wierzysz w dusze, ale skoro jestes Aniolem- to mysle, ze tak. Nigdy tak bardzo nie myslalam o ciele, chociaz o nie dbam i lubie je. Oczywiscie mozna byloby wiele zmienic - na lepsze rzecz jasna- ale na tym etapie co jestem teraz- to wszystko mi wystarcza co mam. Pokochaj swoje cialo- moze wtedy i dusza poczuje sie lepiej? Pozdrawiam Cie cieplo!
OdpowiedzUsuńlubię swoją duszę...ale ciało..jakis odpad...przez nie tylko cierpię...jak więc je pokochać?
OdpowiedzUsuń