gdy płakałam...
Gdy płakałam, był jeszcze brutalniejszy...
Siedzimy w kawiarni. Naprzeciwko mnie młoda kobieta. Ładna, szczupła, uśmiechnięta. Opowiada o śmiesznych przypadkach w pracy i o tym, że wypija hektolitry coca-coli. Gdy mówi o tym, co zdarzyło się prawie 20 lat temu, głos jej nie drży, ale nie potrafi opanować nerwowych ruchów rąk.
Nazywam się Tamara Oskuld. Mam 29 lat. Gdy byłam dzieckiem, byłam molestowana. Po latach terapii umiem o tym opowiedzieć. Ale wiem, że jest wiele, bardzo wiele osób, które tego nie potrafią, są sparaliżowane bólem i strachem. Gdy widziałam tego, który mi to zrobił, nie potrafiłam myśleć, ruszać się, krzyknąć. Wymiotowałam albo mdlałam.
Mama z ojcem się rozeszli, gdy byłam mała. Ojciec nas bił. Przeprowadziliśmy się spod Poznania właśnie tutaj - do średniej wielkości miasteczka na Opolszczyźnie. Mama, ja, trzech młodszych braci. Zamieszkaliśmy z ojczymem. Potem wprowadził się do nas mój kuzyn, gdyż jego mama, moja ciocia, zmarła na raka. Był 5 lat starszy ode mnie.
To nie był grzeczny, spokojny chłopak. Od zawsze były z nim problemy - ciągle wpadał w kłopoty, bił się w szkole z kolegami. Jego ulubionym zajęciem było nadmuchiwanie żab. Zabijał koty. Lubił znęcać się nad zwierzętami. Sprawiało mu to sadystyczną przyjemność.
Miałam 10 lat. Kuzyn w telewizji oglądał film o ludziach, którzy umierają na raka. Tak jak jego mama. Powiedział, że nie chce spać sam, że się boi. Dorośli pozwolili mu spać razem ze mną. Kiedy wszyscy spali, zaczął mnie dotykać. Czułam jego ręce wszędzie. To był początek... Potem zaczął mi wkładać w intymne miejsca różne rzeczy - latarkę, kredki... Przychodził do mnie prawie każdej nocy. Kiedy próbowałam się bronić, mówił, że mama odeśle mnie do ojca (którego panicznie się bałam) albo do domu dziecka.
To stało się mniej więcej rok później. Nie poszłam do szkoły, bo mama musiała z bratem jechać do lekarza i nie miał kto się zająć maluchami. On przyszedł. Zamknął braci w innym pokoju. Płakali, żebym ich nie zostawiała samych. Nie mogłam nic zrobić. Popchnął mnie na łóżko, kazał się rozebrać. Zatkał mi usta, drugą ręką złapał za szyję i dusił. Zrobiło mi się słabo, czułam, że tracę przytomność. Rozsunął moje nogi i zgwałcił. Gdy było po wszystkim, kazał mi klęczeć. Zakrwawionej, nagiej. Sam usiadł na fotelu, żeby pooglądać telewizję. Potem kazał wyszorować dywan, żeby mama niczego nie zauważyła.
Myślałam, że da mi spokój. Dał... na dwa tygodnie. Zawsze było tak samo. Zasłaniał mi ręką usta, podduszał, ściągał na brzeg łóżka i gwałcił. Gdy próbowałam się bronić - zaciskać nogi albo krzyczeć - bił. Gdy płakałam, robił się jeszcze brutalniejszy. Nauczyłam się nie płakać.
Kiedyś, gdy nikogo nie było w domu, przystawił mi nóż kuchenny do gardła i powiedział, że moje życie zależy od niego. Powtarzał, że sama tego chcę, że jestem małą dziwką, której można używać.
Wzięli go do wojska. Odetchnęłam. Nareszcie był daleko! Pewnego dnia dowiedziałam się, że dostał przepustkę i przyjedzie do domu. Nie miałam siły dalej tego znosić. Opowiedziałam mamie wszystko, co ze mną zrobił. Nie uwierzyła. Straciłam wiarę w to, że mój los może się zmienić.
Byłam jak wystraszone zwierzę, na które urządzona jest obława. Słyszałam każdy szelest, skrzypienie podłogowej deski. Czułam się brudna od tego, co mi robił. Na noc zakładałam kilka warstw ubrań. Myślałam, że będzie mu trudniej, że odpuści. Nic z tego. Jako dziecko byłam mała i chuda. Pomyślałam, że jak będę jeszcze chudsza, to nie będę mu się podobać. Przestałam jeść. Wpadłam w anoreksję. Miałam 15 lat, 170 centymetrów wzrostu i 38 kilogramów. Dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Mama krzyczała, że jestem rozpieszczoną, niegrzeczną dziewczyną. Nie jem i ludzie wytykają ją na ulicy, że własne dziecko głodzi. Zaczęłam jeść na siłę. Potem wymiotowałam. Po anoreksji była bulimia. Trafiłam do szpitala.
Czas w szpitalu był wybawieniem. Mogłam spać przez całą noc bez strachu, że przyjdzie. Pielęgniarka zobaczyła moje siniaki. Najpierw jej mówiłam, że nie wiem skąd je mam. Potem postanowiłam, że opowiem o tym lekarce. To była pediatra. Wydawało mi się, że to ciepła osoba, że zrozumie. Kiedy się jej zwierzyłam, że nie chcę wracać do domu, bo kuzyn mnie gwałci, powiedziała, żebym nie opowiadała historii wyssanych z palca... Zadzwoniła do mamy i kazała jej takie sprawy załatwiać w rodzinie. Mama wzięła mnie do domu. Oberwałam od niej drewnianą deską do krojenia... W książce telefonicznej znalazłam adres tej lekarki. Dalej prowadzi gabinet, jest szanowana, uważana za dobrego specjalistę od dzieci. Napisałam jej w liście, że była moją ostatnią szansą na ratunek.
Tuż przed maturą znowu mnie zgwałcił.
Nie pamiętam jak zdałam maturę... ale zdałam. Świadectwo maturalne miałam z czerwonym paskiem, choć nie mam pojęcia jak udało mi się to zrobić. Tuż po maturze zamieszkałam z Krzyśkiem, moim chłopakiem. Pojawił się w moim życiu niespełna rok wcześniej. Jest cierpliwy. Wiedział, że coś jest nie tak, ale nie nalegał. Czekał aż będę gotowa mu powiedzieć. Wyprowadziliśmy się kilka domów dalej. A kuzyn dalej mieszkał z moją matką i braćmi. Spotykałam go na ulicy, gdy szłam do sklepu. Nie dawał mi spokoju. Pytał, czy chcę jeszcze, czy pamiętam, jak to było, jak było dobrze.
Miałam dość. Jego, siebie, strachu. Miałam dość życia. Poszłam do parku. Próbowałam się powiesić. Lina się urwała. Trafiłam do szpitala. Tam w nocy próbowałam się znów powiesić, tym razem w łazience na framudze drzwi. Ktoś musiał skorzystać z toalety. Odratowali.
Na prawdziwą terapię trafiłam dopiero w 2005. Pomógł internet. Na grupie wsparcia Fundacji Kidprotect.pl, na ich stronie internetowej, znalazła mnie psycholog i umówiła z terapeutką. Poszłam do niej, ale nie potrafiłam mówić. Płakałam. Potem zaczęłam pisać. Krok po kroku opowiedziałam swoją historię. Dzięki pomocy terapeutki zdecydowałam się założyć sprawę w sądzie. Trzy godziny przesłuchań u prokuratora. Osiem rozpraw. Przed każdą wymiotowałam. Na sali sądowej mdlałam ze strachu. Wzywali pogotowie.
Poprosiłam o możliwość składania zeznań bez obecności kuzyna na sali. Każda ofiara molestowania ma do tego prawo. Pani sędzia mi je odebrała. Powiedziała, że oskarżony powinien słyszeć, co mówię, żeby mógł się bronić. Pozwolili mi jedynie składać zeznania w obecności psycholog. Bez niej nie dałabym rady niczego powiedzieć. Była ciągle obok mnie, trzymała za rękę. Gdy zeznawałam, stanęła tak, żebym go nie widziała. Badali mnie psychologowie, psychiatrzy, różni biegli. Zeznawała lekarka, która mi nie uwierzyła wtedy w szpitalu. Przed sądem mówiła, że nie pamięta takiej sprawy. Pewnie, gdyby się przyznała, mogłaby stracić prawo wykonywania zawodu.
Gdy mama dostała wezwanie na przesłuchanie - zadzwoniła do mnie. Krzyczała, że powinnam zapomnieć i siedzieć cicho, a nie robić wstyd i ciągać ją po sądach. Potem przyznała, że widziała, jak prałam zakrwawione majtki i pościel. „Nie wiem czemu nie reagowałam” - mówiła.
On do niczego się nie przyznał. Mówił, „że jak sobie coś umyślę, to się czepiam”. Kłamał, że nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił.
W 2010 roku sąd skazał go na 2 lata i 10 miesięcy więzienia. Bez zawiasów. Poczułam ulgę, choć wiedziałam, że będzie się odwoływał. Dwa dni przed rozprawą apelacyjną dostałam wiadomość o jego śmierci. Brał udział w ulicznej bójce, był pijany.
Nieustannie śni mi się to, co on mi robił. Od lat jestem na lekach nasennych. Boję się iść ulicą w mieście, gdzie to się działo. Ciągle nie dociera do mnie to, że on nie żyje. Pomaga mi mój mąż. To pierwsza osoba, która mi uwierzyła. Długo trwało zanim zaczęłam normalnie funkcjonować. Rozmawiać z ludźmi, śmiać się. Mój mąż był cierpliwy, szukał lekarzy, informacji, pomagał... Marzę o dziecku. Przez kuzyna, przez to co mi robił, mam problem, żeby zajść w ciążę...nie tracę jednak nadziei.
Dużo czasu myszkuję w internecie. Jestem wolontariuszką na forum kidprotect.pl, grupach wsparcia. Staram się pomóc tym, którzy przeszli przez to, co ja. Wiem jak się zachowują, jak starają się zniknąć. Otwarcie mówię o tym, co mnie spotkało, chociaż nie jest to łatwe. Chcę pokazać innym, że los można zmienić. Można o siebie zadbać. Dlatego zdecydowałam się na współpracę z opolskim Sądem Rejonowym.
Bez profesjonalnej pomocy pewnie już dawno by mnie nie było.
Tamara Oskuld - to nie jest moje prawdziwe imię i nazwisko. Nieważne, kim dokładnie jestem. Mieszkam tutaj, w tym powiecie. Może spotkałeś mnie w kolejce w warzywniaku, może minęliśmy się na spacerze, gdzieś na łące? Żyję. Mam męża, pracuję. Pomimo tego, co mnie spotkało, potrafię się cieszyć i śmiać. Nie znasz mnie, ale już znasz moją historię. Nie zmienię jej, ale ty, odpowiednio reagując, możesz pomóc tym, którzy są molestowani. Nie myśl, że to przydarza się tylko dzieciom z patologicznych domów. Często molestują w dobrych rodzinach, ludzie z pozycją i na stanowisku. Nie bój się - zareaguj. Może uratujesz czyjeś życie.TEKST: AGNIESZKA POSPISZYL
„Dotyk, który boli” to nazwa kampanii społecznej, której celem jest uwrażliwienie społeczeństwa na problem molestowania seksualnego, wskazanie jak pomagać ofiarom i gdzie szukać pomocy. Na stronie internetowej
www.dotykktoryboli.pl znaleźć można informacje, gdzie szukać pomocy, jakie są formy przemocy seksualnej, etc. Plakat powstał wg. projektu Tamary Oskuld.
Dobrze, ze sa tacy ludzie jak Ty Angel. Jestes wrazliwa, potrafisz pomoc, wesprzec. Mysle, ze wielu dzieciom uratujesz przyszlosc, wrecz zycie. Zycze Ci sily i radosci. A takze tego, abys zwyczajnie polubiala zyc.
OdpowiedzUsuń