ogrom małości.

ciężar obolałych powiek...
bezmiar żalu.
żyję wstecznie.

spływam w niebyt..
otulam się milczeniem...

szarpię się z nocą o skrawki snów...
i drę zdrętwiałymi palcami przerażone prześcieradło.
jestem bezsilna.

gdzies za granicą mojej wewnętrznej czerni spadają delikatnie płatki śniegu.
widzę je przez niewielką szparę
między zasłoniętymi kotarami.

spadają lekko.
bezszelestnie.
próbują oczyścić..
wybielić moje myśli...

opadają bielą na bezsens mojego życia.
i nic nie mogą.

Komentarze

  1. Angel, mi tez jest zimno. Bardzo zimno .... I smutno. I zycie co kilka dni traci sens, aby znowoz wybuchnac ze zdwojona sila... Ne wiem nic. Nie znam przyszlosci... Pogubilam sie w okruchach codziennosci ...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.