wysiłki...

Wszystkie moje wysiłki
ulatniają się...
niczym wydmuchiwane z płuc powietrze...

Sztuczny uśmiech przekracza swój zasięg...

Trzymam w dłoniach zegar umierania... taki z lustrem...
mierzący czas nieco odmiennie...
jak licznik przy ładunku wybuchowym… teraz wiem, że pozostało niewiele...

Minuty padają na nieurodzajną glebę moich myśli...

Sygnał robi się coraz rzadszy.. mam nadzieję,że w końcu przejdzie w ciągłość…

Komentarze

  1. Nauczylam sie piszczec. Tak, piszczec ze sztucznego zachwytu. Tego wymaga sytuacja, tego wymaga moja praca. Nie ,nie placa mi za piszczenie, a za zachwyt. A zachwyt to pisk. Zatyka mnie czasami powietrze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.