oj...trudno...
pakuję sobie słowa w usta...
nie przegryzam...
bo słowa są tłuste..opasłe...
często się dławię.
wymiotuję krzykiem...
wtedy tęsknię do kolejnego upychania w sobie słów...
co mi je wspomnienia znoszą na owalnych tacach...
Narkotycznie i falująco...
słowa spływają po palcach...
wypluwam potem pestki bólu...
i sadzę je
w prostopadłych zagłębieniach
pomiędzy poczuciem winy
i lękiem.
i rosną...
pną się...
do góry...
by wydać owoc.
nie przegryzam...
bo słowa są tłuste..opasłe...
często się dławię.
wymiotuję krzykiem...
wtedy tęsknię do kolejnego upychania w sobie słów...
co mi je wspomnienia znoszą na owalnych tacach...
Narkotycznie i falująco...
słowa spływają po palcach...
wypluwam potem pestki bólu...
i sadzę je
w prostopadłych zagłębieniach
pomiędzy poczuciem winy
i lękiem.
i rosną...
pną się...
do góry...
by wydać owoc.
Slowa ... Gdyby nie one nie bylybysmy szczesliwe I nieszczesliwe zarazem. Slowem mozna zabic. Slowem mozna kogos ocalic. Jestem pomiedzy slowani. Sama.
OdpowiedzUsuńI jeszcze cos. Zle slowa, zle odczucia, zle czyny sa jak chwasty. Lepiej ich nie sadzic, nie siac. Wyrwij je razem z korzeniami zanim przejma wladze nad Twoim Magicznym Ogrodem zamknietym w doniczce. Warto wyplewic wszystko to, co nas rani. Moze ktos wymysli plyn na chwasty przeszlosci ? Moze tak bedzie ... Poki co- czekajmy.
OdpowiedzUsuńchciałabym móc ich nie sadzić.
OdpowiedzUsuńone same upadają na żyzny grunt poczucia winy.
próbuję wyrwac korzenie od wielu..wielu lat...
nie udaje mi się.
ciągle odrasta.
widocznie źle sie za to zabieram.
nie jestes sama...tam..pomiędzy słowami jestem też ja.
OdpowiedzUsuń