Adopcja Zarodków
Trudno już mi tłumaczyć skąd..
dlaczego
i o co tak naprawdę chodzi.
jestem po Adopcji dwóch zarodków.
3dniowe...6 blastomerowe..które po rozmrożeniu podzieliły sie do 16blastomer i stały się morulami..czyli dobrze zapowiadającymi sie dwoma zarodkami.
wspomoglismy sie scratching endo...embrioglue i Assistans Hatching na jednym z zarodków.
wiem ze dla wiekszosci z Was to czarna magia...
dla mnie chleb powszedni.
w skrócie ujmując wszystko pięknie-ładnie...
są szanse.
dzis 4 dzien po transferze.
pobolewanie brzucha...takie miesiaczkowe..jakby zaraz..juz...
a za wczesnie..nawet jakby.
pakuję w siebie zastrzyki..hormony...sterydy...
zeby pomagały...
ale nie czuje się po nich zbyt dobrze.
nie chcę narzekać.
w końcu wiedziałam na co sie decyduję..
w końcu to nie pierwszy raz...
zaczynam osiagać mistrzostwo w cierpieniu.
musze wytrzymać do 14 dnia po transferze zeby zrobic badania z krwi.
pewnie nie wytrzymam i zrobię prędzej.
albo stanie sie tak jak ostatnio..ze wcale nie bedę musiała robic bo po prostu przyjdzie miesiaczka...
(tak..tak...znów zakładam czarny scenariusz...ale nie potrafię juz inaczej..wybaczcie...wybacz mi Ja sama...)
czuję się jak...nic.
czuliście sie tak kiedyś?
potrzebuję kogos zobaczyc.
pobyć.
porozmawiac..
albo pomilczec nawet.
ale nie mogę na razie.
a to,ze nie mogę mi nie pomaga...
bo osoby z którymi chciałabym pobyć są bardzo okreslone.
i są daleko.
czuję się..jak..nic...
dziwne...
całkiem nic.
dlaczego
i o co tak naprawdę chodzi.
jestem po Adopcji dwóch zarodków.
3dniowe...6 blastomerowe..które po rozmrożeniu podzieliły sie do 16blastomer i stały się morulami..czyli dobrze zapowiadającymi sie dwoma zarodkami.
wspomoglismy sie scratching endo...embrioglue i Assistans Hatching na jednym z zarodków.
wiem ze dla wiekszosci z Was to czarna magia...
dla mnie chleb powszedni.
w skrócie ujmując wszystko pięknie-ładnie...
są szanse.
dzis 4 dzien po transferze.
pobolewanie brzucha...takie miesiaczkowe..jakby zaraz..juz...
a za wczesnie..nawet jakby.
pakuję w siebie zastrzyki..hormony...sterydy...
zeby pomagały...
ale nie czuje się po nich zbyt dobrze.
nie chcę narzekać.
w końcu wiedziałam na co sie decyduję..
w końcu to nie pierwszy raz...
zaczynam osiagać mistrzostwo w cierpieniu.
musze wytrzymać do 14 dnia po transferze zeby zrobic badania z krwi.
pewnie nie wytrzymam i zrobię prędzej.
albo stanie sie tak jak ostatnio..ze wcale nie bedę musiała robic bo po prostu przyjdzie miesiaczka...
(tak..tak...znów zakładam czarny scenariusz...ale nie potrafię juz inaczej..wybaczcie...wybacz mi Ja sama...)
czuję się jak...nic.
czuliście sie tak kiedyś?
potrzebuję kogos zobaczyc.
pobyć.
porozmawiac..
albo pomilczec nawet.
ale nie mogę na razie.
a to,ze nie mogę mi nie pomaga...
bo osoby z którymi chciałabym pobyć są bardzo okreslone.
i są daleko.
czuję się..jak..nic...
dziwne...
całkiem nic.
Angel - trzymam kciuki ! Tak bardzo chcialabym tutaj przeczytac, ze tym razem sie udalo, ze jest, za sa, ze jestescie ... Jak wszystko pojdzie dobrze, napisz ze " wypelnilo sie " - i niech to bedzie radosc. Ogromna radosc. Tego ci zycze z calego serca.
OdpowiedzUsuń