coś jak. 8dp
dziś strach na 8.
od 1-10.
niedobrze sie czuję przy takim poziomie lęku..strachu..napięcia.
czuję ze nie wyszło...
mój mąż optymista nie wierzy.
dobrze ze choc On...
objawy menopauzy mnie złoszczą(te pohormonalne wynikające z niewiadomo czego oprócz duzego wysycenia organizmu)...kilka razy dziennie muszę sie przebierać bo jestem mokrusieńka.
obleje człowieka potem...
zakreci w głowie...oszołomi...i każe"zbierać się a nie rozczulać nad sobą"...
niepanowanie nad emocjami również mnie złosci(nie mam kontroli ani nad łzami..ani nad smutkiem..ani nad lękiem..ani nad złością)...nad radością chyba tez nie mam bo nie mogę jej z siebie wykrzesać.
jedyne pozytywne uczucie które sie pojawia..przewija..to nadzieja..maleńka...która z kolei sprawia ze się boję....i tak w kółko.
na brzuchu juz mało miejsca na zastrzyki.
robię na granicy siniaków.bardziej boli.ale nie ma tragedii...najwyzej będę robić w udo.
zastanawiam sie dlaczego.
dlaczego...
dlaczego ja?
i co się stanie gdy się nie uda.
czy wytrzymam?
czy jeszcze chcę?
czy bede miała na to siłę?
czy będe chciała miec siłę?
umieram z kazdą sekundą..minutą...godziną..
od dawna.
powinnam się już przyzwyczaić.
od 1-10.
niedobrze sie czuję przy takim poziomie lęku..strachu..napięcia.
czuję ze nie wyszło...
mój mąż optymista nie wierzy.
dobrze ze choc On...
objawy menopauzy mnie złoszczą(te pohormonalne wynikające z niewiadomo czego oprócz duzego wysycenia organizmu)...kilka razy dziennie muszę sie przebierać bo jestem mokrusieńka.
obleje człowieka potem...
zakreci w głowie...oszołomi...i każe"zbierać się a nie rozczulać nad sobą"...
niepanowanie nad emocjami również mnie złosci(nie mam kontroli ani nad łzami..ani nad smutkiem..ani nad lękiem..ani nad złością)...nad radością chyba tez nie mam bo nie mogę jej z siebie wykrzesać.
jedyne pozytywne uczucie które sie pojawia..przewija..to nadzieja..maleńka...która z kolei sprawia ze się boję....i tak w kółko.
na brzuchu juz mało miejsca na zastrzyki.
robię na granicy siniaków.bardziej boli.ale nie ma tragedii...najwyzej będę robić w udo.
zastanawiam sie dlaczego.
dlaczego...
dlaczego ja?
i co się stanie gdy się nie uda.
czy wytrzymam?
czy jeszcze chcę?
czy bede miała na to siłę?
czy będe chciała miec siłę?
umieram z kazdą sekundą..minutą...godziną..
od dawna.
powinnam się już przyzwyczaić.
Poczekaj ... jeszcze nic nie jest stracone. Lek, strach- opanowuja pewnie kazda kobiete gdy tak bardzo czeka ... Poczekaj Angel- to jeszcze kilka dni ... Nie zamartwiaj sie wczesniej, nie umieraj tak " jak dawniej" . Nie przyzwyczajaj sie do tego ... Daj sobie szanse na szczescie I spokojne oczekiwanie. Jestem z Toba ...
OdpowiedzUsuń