Ona..ja...

A późnym popołudniem siada na zielonych ławkach,
gdzie piszą, że kochają Krychę albo drapią inicjały kluczem w nierówno wykrojonym sercu...

Próbuje odwrócić od nich wzrok...

I przygląda się swoim butom, co jej się nagle wydają tak pretensjonalne i długie.
Wyżej jest jasna skarpetka, co pod nogawką ginie w chłodzie jeansu...
Tak w jednej chwili monotonia hałasu drogi krajowej, co za nią,
wdziera się w cichą intymność parku z cichymi,
intymnymi wyznaniami
i pergaminowa dłoń, w całej swojej przezroczystości
jak misa z alabastru sięga do kieszeni płaszcza,
żeby wyłowić tylko zeschły lisć sprzed tygodnia i gumę do żucia...

Proszków nie ma.

I zupełnie nagle świat ma tak niewiele ratunku.

Oddychać, może przejdzie.

O Ty, nadwrażliwa..wszystko czujesz po wielokroć...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.