Zamknięte skrawki serca.

Łkam do wewnątrz...
Irracjonalnie zamykam się na świat i ludzi którzy ze swoją cierpliwością wciąż są obok.
Moja wielopłaszczyznowość tak boli.

Pragnę człowieka.
I boję się...
tak bardzo się boję, że znów zrani...
a ja nie jestem jeszcze gotowa na kolejny ból.

Rozkładam skrzydła jak do lotu...
Nieustannie wychylam się zbyt głęboko za barierkę życia.
Balansuję.

Zbliżam się...na bliskośc oddechu...
...by uciec w popłochu za siedem mórz lęku.

Stare rany nie zdąrzyły się zagoić...
a już pozwoliłam komuś tworzyć nowe.
Blizny na moim ciele nie mają czasu się zagoić...
te na duszy też nie.

Ci, którym zaufałam...naprzekór sobie...
okazali się tak zwykli...
tak żałośnie zwykli...
tak nieludzcy...
tak łatwo raniący...

NIE WARTO UFAC!
Dlaczego Ty Aga siebie nie słuchasz.

Kilka mocnych stałych ludzi - skał koło mnie.
Stoją...walczą o mnie..choć nie wiem skąd na to jeszcze mają siły i chęci.
Bo ja...aby nie dac sie znów skrzywdzic zamknęłam sie w szkalnej kuli...
i nikogo nie chcę wpuszczac do srodka.
Minimalistyczna ja, o delikatnych rysach i nierozbudowanej treści.

Uchylam czasem drzwi...przytulam się.
zabieram dobre słowa wraz z sobą do srodka.
obracam w palcach...
chowam..jak największy skarb.

Bo nie wiem ile jeszcze będę. Ile wytrzymam.
Ile wytrzyma moje ciało.
Moja dusza.
Moja psychika.


wiem..że nadal potrafię kochac...to jakaś nadzieja jednak.ostrożnie....płochliwie....
ale jednak.

mam nadzieję ze zniknę nim...
tumblr_static_tumblr_static_28go2dqw915w0ck40ws40gok0_640





https://www.youtube.com/watch?v=-89WwmcvXfg

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.