synapsy duszy.

Chyba zbyt długo i za mocno staram się utrzymać na powierzchni codzienności...
dlatego nie mam już sił na nic więcej...
Spalam się przy drobiazgach i na rzeczy większe nie starcza mi już energii...
A tyle mam jeszcze do zrobienia.
Tyle marzeń do spełnienia..
Tyle miejsc do odwiedzenia...

Pewnie dlatego wciąż drepczę w miejscu i nie umiem przebić membrany,
którą się szczelnie otuliłam...
Myślę, że z zewnątrz ten obrazek wygląda bardzo ładnie...
I nawet jest ruchomy...
Tak.

Być może to, co w oczach innych czyniło mnie:
dziwną, ciekawą, intrygującą, fascynującą, beznadziejną, irytującą (niepotrzebne skreślić)
nie jest kwestią psyche tylko somy (przeceniłam swoje siły? za dużo na raz?)
Ot, takie zaburzenia afektywne nie mające nic wspólnego z duchową głębią...

Przemalowałam mieszkanie..
wywierciłam dziury...zamontowałam regały na książki..
rozkręciłam stare meble..czekam na nowe...
nabyłam szczeniaka..(wpierdzielił mi juz co nieco...ale to nie przeraża...wiem,że to inwestycja w dobrego przyjaciela w przyszłości :) )

Jeszcze kilka myśli na ten temat
a sprowadzę swoją emocjonalność do garści białek skaczących po synapsach...
Czasem się z tym wszystkim męczę, czasem bardzo to w sobie lubię.

12642982_988851854514105_2623439367653369073_n

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.