macierzyństwo...
Wiele lat walczyłam o to, by być matką...
Im bardziej samotna się czułam i niekochana... tym bardziej pragnęłam dziecka, które da mi bezwarunkową miłość...
Moje ciało krzyczało wręcz, że tak się nie da, że to nie o to chodzi...
Im bardziej pragnęłam...tym moje ciało bardziej się broniło.. wygasająca czynność jajników...
Kolejna przeprowadzka.. kolejne oszustwo mojego byłego męża.. kolejne ograniczenie, jakaś jego kobieta na boku...jego kontakt z bandziorami i narkotykami... ciągłe wylatywania przez niego z pracy... za kombinacje, oszustwa...
słowa i czyny, które powielały traktowanie mnie w przeszłości...
jestem po to, by mnie używać....
In vitra.. poronienia... adopcje zarodków... samotne wyjazdy do klinik...samotne czekanie w kolejkach... samotne wpartywanie się w zdjęcia dzieci par, którym się udało...
samotne tyranie na kilka etatów,
żeby na to zarobić... i nadzieja...
że będę miała Kogoś...dla Kogo będę wszystkim.. kto mnie nie oszuka.. nie wykorzysta.. nie uderzy.. nie upokorzy..
Płakałam jak dziecko, gdy na terapii mówiono mi, iż bez dzieci też można żyć... i można być szczęśliwym.
Czułam, że terapeutka nie potrafi mnie zrozumieć..bo ma dzieci... więc skąd może wiedzieć????
Odkąd uciekłam od byłego męża... uwolniłam się od przeszłości...zadbałam o bezpieczeństwo.. stabilizację... wolność.. pewność... nie mam potrzeby się wiecznie odchudzać...bo nikt nie nazywa mnie "grubą torbą" ...nie żyję w stanie ciągłego czuwania... śpię... akceptuję siebie... podobam się sobie... szanuję siebie... widzę wreszcie swoją wartość... nie czuję, że tylko dziecko może sprawić bym była szczęśliwa...
Mój instynkt jak był, tak jest...
Słucham siebie... czerpię z wolności...
doświadczam... odczuwam... nadrabiam zaległości w byciu...
Na ostatniej wizycie u ginekologa miałam naturalne, 2.5cm pęcherzyki... gotowe jak nigdy... A moje jajniki pracują cudownie :) Moje badania są super... A ja jestem szczęśliwa.
I nie mam potrzeby teraz zostawać matką...
Mam potrzebę życia...
Im bardziej samotna się czułam i niekochana... tym bardziej pragnęłam dziecka, które da mi bezwarunkową miłość...
Moje ciało krzyczało wręcz, że tak się nie da, że to nie o to chodzi...
Im bardziej pragnęłam...tym moje ciało bardziej się broniło.. wygasająca czynność jajników...
Kolejna przeprowadzka.. kolejne oszustwo mojego byłego męża.. kolejne ograniczenie, jakaś jego kobieta na boku...jego kontakt z bandziorami i narkotykami... ciągłe wylatywania przez niego z pracy... za kombinacje, oszustwa...
słowa i czyny, które powielały traktowanie mnie w przeszłości...
jestem po to, by mnie używać....
In vitra.. poronienia... adopcje zarodków... samotne wyjazdy do klinik...samotne czekanie w kolejkach... samotne wpartywanie się w zdjęcia dzieci par, którym się udało...
samotne tyranie na kilka etatów,
żeby na to zarobić... i nadzieja...
że będę miała Kogoś...dla Kogo będę wszystkim.. kto mnie nie oszuka.. nie wykorzysta.. nie uderzy.. nie upokorzy..
Płakałam jak dziecko, gdy na terapii mówiono mi, iż bez dzieci też można żyć... i można być szczęśliwym.
Czułam, że terapeutka nie potrafi mnie zrozumieć..bo ma dzieci... więc skąd może wiedzieć????
Odkąd uciekłam od byłego męża... uwolniłam się od przeszłości...zadbałam o bezpieczeństwo.. stabilizację... wolność.. pewność... nie mam potrzeby się wiecznie odchudzać...bo nikt nie nazywa mnie "grubą torbą" ...nie żyję w stanie ciągłego czuwania... śpię... akceptuję siebie... podobam się sobie... szanuję siebie... widzę wreszcie swoją wartość... nie czuję, że tylko dziecko może sprawić bym była szczęśliwa...
Mój instynkt jak był, tak jest...
Słucham siebie... czerpię z wolności...
doświadczam... odczuwam... nadrabiam zaległości w byciu...
Na ostatniej wizycie u ginekologa miałam naturalne, 2.5cm pęcherzyki... gotowe jak nigdy... A moje jajniki pracują cudownie :) Moje badania są super... A ja jestem szczęśliwa.
I nie mam potrzeby teraz zostawać matką...
Mam potrzebę życia...
Nie uwolnilam sie jeszcze od przeszlosci, ale jestem silna jak stal. Problemy mnie nie tylko nie zabijaja, ale nawet nie zadrasna. Nie pozwole im na to. Jak placze- to nie dluzej, niz chwile a potem otrzepuje skrzydla i odlatuje tam, gdzie jestem bezpieczna. Mieszkac bez pradu- bo nie placil przez rok i nikt tego nie wiedzial ... a powiadomienia przychodzily na JEGO nowy adres. To nic. Prad juz jest. Dalam rade. Tak samo z nastrojami nastolatek, z ich humorami, atakami paniki, teknotami do taty, ktorego nie widzialy od miesiecy. Dam rade. We srode 25 pazdziernika mam rozwod. Trzymaj kciuki. Musze dac rade.
OdpowiedzUsuń