nadzieja...

na miękkim dywanie

leży Ona

 

alabastrowa szyja

splątana brudnym sznurem

martwe już oczy

z wyrytym znakiem zapytania

rozchylone, białe wargi

jeszcze mokre od śmiertelnej dawki

delikatne nadgarstki

ozdobione branzoletą zaschłej krwi

 

lakierowanym obcasem

miażdżę jej krtań

pochylam się i szepczę

"wybacz nadziejo - musze mieć pewność"...

Komentarze

  1. Aniolku...nie wiem co czujesz.....ale ja tez nie weim co samemu czuje, tego co jest we mnie nie jest w stanie opisac nikt ani nic, chyba wiesz, chyba rozumiesz co to znaczy kazdej nocy plakac..., myslec, przezywacA teraz jest okres swaiteczny, to szczegolnie mocno d******a, widze ludzi ktorzy sie ciesza a sam placze, niby swieta niby z rodzina a jednak samotnie, gdzies obokzycie bez sensu, zycie bez celu, takie wegetowanie, od dnia do dniajest nas wielu, samotni w tlumie, heh nie mam sily dalej pisac

    OdpowiedzUsuń
  2. kawowajulia@poczta.onet.pl12 grudnia 2007 08:54

    Smutne ..

    OdpowiedzUsuń
  3. agus...nadzieja jest potrzebna....nawet jak nie ma pewności....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.