nadzieja...
na miękkim dywanie
leży Ona
alabastrowa szyja
splątana brudnym sznurem
martwe już oczy
z wyrytym znakiem zapytania
rozchylone, białe wargi
jeszcze mokre od śmiertelnej dawki
delikatne nadgarstki
ozdobione branzoletą zaschłej krwi
lakierowanym obcasem
miażdżę jej krtań
pochylam się i szepczę
"wybacz nadziejo - musze mieć pewność"...
Aniolku...nie wiem co czujesz.....ale ja tez nie weim co samemu czuje, tego co jest we mnie nie jest w stanie opisac nikt ani nic, chyba wiesz, chyba rozumiesz co to znaczy kazdej nocy plakac..., myslec, przezywacA teraz jest okres swaiteczny, to szczegolnie mocno d******a, widze ludzi ktorzy sie ciesza a sam placze, niby swieta niby z rodzina a jednak samotnie, gdzies obokzycie bez sensu, zycie bez celu, takie wegetowanie, od dnia do dniajest nas wielu, samotni w tlumie, heh nie mam sily dalej pisac
OdpowiedzUsuńSmutne ..
OdpowiedzUsuńagus...nadzieja jest potrzebna....nawet jak nie ma pewności....
OdpowiedzUsuń