lęk...
Lęk do mnie przyszedł...
tak bez zaproszenia...
wszedł do mojego wnętrza, usiadł nie mówiąc nic...
też na niego zerkam.bo jak on śmie tak sobie nieproszony przychodzić?
pytam się go-a on ani słowa...
robię więc mu kawę...myślę-wypije i pójdzie...
czekam...on nie wychodzi...
uśmiecha się i szepcze mi wprost do ucha,
że mu się u mnie spodobało...
i ze zostaje.
kurwa.nie trzeba było mu kawy robić...!
tak bez zaproszenia...
wszedł do mojego wnętrza, usiadł nie mówiąc nic...
też na niego zerkam.bo jak on śmie tak sobie nieproszony przychodzić?
pytam się go-a on ani słowa...
robię więc mu kawę...myślę-wypije i pójdzie...
czekam...on nie wychodzi...
uśmiecha się i szepcze mi wprost do ucha,
że mu się u mnie spodobało...
i ze zostaje.
kurwa.nie trzeba było mu kawy robić...!
Witaj, On jest z kawą czy bez, nie częstuj go myślami o tym co gdzieś. Swój lęk karmiłem przeszłością , gdybaniem , co by było ?Trudne to nie dawanie i nie karmienie, uczę się z tym żyć. Ciężkostrawnych rzeczy już mu nie zapodaję, przechodzę pomału na dietę :) Grunt to wytrwać :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie czestuj kawa! Nie zapalaj kadzidelek, ani pomaranczowych swiec- bo mu sie u Ciebie wlasnie spodoba! Wykop go i juz! Za drzwi, za okno, byle dalej. Sobie zrob kawe. Sobie zapal kadzidelka. I ciesz sie tym, ze jego nie bedzie.
OdpowiedzUsuńkadzidełka,świece były dla mnie...kawą go poczestowałam..bo tak siedział skulony...niemy...teraz już wiem, ze czekał na zachętę.no i skutecznie go zacheciłam.chciałabym się pozbyć lęku na zawsze.czasem zazdroszczę psychopatom...oni się nie boją.
OdpowiedzUsuń