lęk...

Lęk do mnie przyszedł...
tak bez zaproszenia...
wszedł do mojego wnętrza, usiadł nie mówiąc nic...
też na niego zerkam.bo jak on śmie tak sobie nieproszony przychodzić?
pytam się go-a on ani słowa...
robię więc mu kawę...myślę-wypije i pójdzie...
czekam...on nie wychodzi...
uśmiecha się i szepcze mi wprost do ucha,
że mu się u mnie spodobało...
i ze zostaje.
kurwa.nie trzeba było mu kawy robić...!
  

Komentarze

  1. Witaj, On jest z kawą czy bez, nie częstuj go myślami o tym co gdzieś. Swój lęk karmiłem przeszłością , gdybaniem , co by było ?Trudne to nie dawanie i nie karmienie, uczę się z tym żyć. Ciężkostrawnych rzeczy już mu nie zapodaję, przechodzę pomału na dietę :) Grunt to wytrwać :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czestuj kawa! Nie zapalaj kadzidelek, ani pomaranczowych swiec- bo mu sie u Ciebie wlasnie spodoba! Wykop go i juz! Za drzwi, za okno, byle dalej. Sobie zrob kawe. Sobie zapal kadzidelka. I ciesz sie tym, ze jego nie bedzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. kadzidełka,świece były dla mnie...kawą go poczestowałam..bo tak siedział skulony...niemy...teraz już wiem, ze czekał na zachętę.no i skutecznie go zacheciłam.chciałabym się pozbyć lęku na zawsze.czasem zazdroszczę psychopatom...oni się nie boją.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy...?

jesiennieję...

bang,bang.