A moze trzeba wreszcie dotknac kogos mocno, uchwycic za reke? Zjesc cukierka nie liczac uspionych w nim kalorii? A moze trzeba owo "cos " zamienic w konkret, ktory nie ulotni sie z niespelnionymi marzeniami? Moze tak trzeba? Nie wiem.
konkrety nie są łatwe...oczywiscie nie są też niemożliwe...mocne łapanie kogoś za ręke...prawie zawsze konczy sie tym, że żałuję iż zaufalam....CZasem wolę tylko muskać..mieć substytut pewnosci ze nie jestem sama......ze to w ogóle jest...wiesz..moze to ja jestem jakaś pechowa...
Czy ofiara wykorzystania seksualnego może jeszcze kiedys zyć normalnie? a jeśli tak..czy znacie kogoś takiego? i jak on/ona to zrobiła? czy ktoś taki jak ja...ma prawo być?żyć? cieszyć się? czy ktoś taki jak ja...będzie kiedyś czuł się inaczej niż mała dziwka? szmata którą się używa? czy to możliwe? czy realne? czy ktoś może mi pomóc umrzeć? "Ten strach jest we mnie już od dawna. Strach, że wszystkie kontury,kształty i kolory realnego świata, odbudowane z takim trudem i z taką miłością, mogą się rozwiać w chwili zwątpienia, "nagle zgasnąć" jak księżyc w wierszu Blake'a." (S.Plath)
sortuję myśli... poleruję wspomnienia..te lepsze..lżejsze.... te, w których można się przejrzeć... Bezimienny anioł przysiadł na mym parapecie... skrzydeł swych użyczając na chwilę... To był trudny czas...choć szczęśliwy... nie myślałam że nadmiar szczęścia może tak osłabić:) a jednak... mój oprawca...gwałciciel...jest winny... takie oczywiste..a wciąż tak trudno uwierzyć w tą oczywistość... Czuwam.... Rozbieram się ze słów i patrzę... czy jest pod nimi coś, czego pragnęłabym dotknąć? Obnażyć siebie? Bezbronnie i ufnie przyjąć to, przed czym uciekam? ...pozwoliłam gołębim skrzydłom wpleść się w moje włosy... ...jesiennieję...
boję się wyjść. i boję się zostać. boję się jak wychodzisz. i boję się jak wracasz. wolę sama wybrać czas i rodzaj śmierci. nie skazuj mnie na brak kontroli nawet w tej jedynej mojej chwili. Bo przecież to się i tak wydarzy.
A moze trzeba wreszcie dotknac kogos mocno, uchwycic za reke? Zjesc cukierka nie liczac uspionych w nim kalorii? A moze trzeba owo "cos " zamienic w konkret, ktory nie ulotni sie z niespelnionymi marzeniami? Moze tak trzeba? Nie wiem.
OdpowiedzUsuńkonkrety nie są łatwe...oczywiscie nie są też niemożliwe...mocne łapanie kogoś za ręke...prawie zawsze konczy sie tym, że żałuję iż zaufalam....CZasem wolę tylko muskać..mieć substytut pewnosci ze nie jestem sama......ze to w ogóle jest...wiesz..moze to ja jestem jakaś pechowa...
OdpowiedzUsuńNie mysle, zebys to Ty byla pechowa. Moze trzeba tylko inaczej spojrzec na swiat. Dodac mu kolorow?
OdpowiedzUsuń